Bank w koronie

Mój motocykl powędrował do wuelkape i ma nowego właściciela. Właściwie to cielkę, pełną uroku Aloesową Martę, która zajęła się była żarem, któren mnie onegdaj pochłonął podczas kompletowania gratów do rzeczonego sprzętu. Obecnie krążę zatem po promieniu i nawołuję powywując, celem nabycia egzemplarza, którego wyniuniam na miętowo i będę nawijał kiloski na gumkę, bowiem jak ktoś raz wsiadł na jednoślad i kliknęło, to szansa na odkliknięcie grawituje w trybie pilnym ku zeru, odwrotnie proporcjonalnie do momentu obrotowego sprzętu, ktorego dosiada.

No i wyhaczyłem petardę, więc chuj tam, że czystadziewięćdziesiąt, kłódka na bęben, hajs w kopertę i dzida na południowy zachód. W sensie po siano to narpiew do banku, więc odjebałem się na pstrokato, bo po ostatniej wizycie w rzeczonej insytycji finansowej to mi mało pajdy nie przyklepali za imago. Wszystko dlatego, że naonczas z motocykla zsiadłszy kominiarki nie zdjąłem, bowiem w dobie koronawirusa świetnie się oważ sprawdzała jako maska chroniąca uniwersum przed transmisją pandemonium, tymczasem dziadki z ochrony były przekonane, że właśnie spełnia się ich mokry sen i udaremniają napad stulecia, więc zamiast motocyklisty widzieli skradającego się typa w rękawiczkach, czarnych ciuchach i do tego w tej jebanej kominiarce. Oczywiście w życiu nie przegapiłbym takiej okazji, więc z marszu wszedłem w rolę i jąłem głośno wyrażać opinię na temat rzekomychaczewentualnych luk w ichnim systemie bezpieczeństwa i jakoś tak się sytuacja głupio rozwinęła, że mnie za furtkię w we czterech wyjebutali, uprzednio obficie spryskując gazem głównie siebie nawzajem i wśród prychań i kichań zawezwali do placówki federalnych. Ci, po przybyciu, najpierw wzuli mi na przeguby kajdanki, a następnie udzielili sążnistego pouczenia, wśród śmiechu salw zebranej i w ciżbę stłoczonej gawiedzi, która żywo reagowała na wygłaszane przeze mnie ad hoc komentarze, dotyczące skuteczności działania systemu i procedur chroniących moje mienie przede mną samym. Poczułem się pouczony, toteż kolejnym razem do banku wlazłem ryjem świecąc wszem i wobec, co by wątpliwości identyfikacyjnych nie było, na co jeden z pilnujących placówkę dziadków zareagował spazmem i wymruczał konfidencjonalnym szeptem: „Panie coś się pan tak na nas uparł, tu kamery są, weź pan chociaż maskę załóż”.