Bordowe tico

Poranny wypad w ważnej sprawie rodzinnej, wszystko pozałatwiane, więc radość rozpiera i uśmiech świeci. No to powrót, to tylko dwie stówki. Ślamazarnie, bo przecież cała ta zmotoryzowana gawiedź musi wsiadać za kółko na „trzy-cztery” i razem ze mną pchać się na asfalt. Ej, ilekroć bym nie próbował wsiąść za fajerę, to zawsze tłum. Jak wysiądę – pusto. Wsiądę – tłum. Wysiądę – pusto. To musi podchodzić pod jakieś nieodkryte prawo. Czasem próbuję, ze zmyłką, wsiąść do auta i nie pojechać, ale to tak nie działa. Tylko przekręcę kluczyk – są. Wszyscy. Jakby czekali na mnie. Taki Truman show.
Ok, tak czy siak – wracam. Ciasno, duszno, jednopasmowo, noga za nogą.  I jeszcze teraz ta Niezłomna Halina, w czapce na pół samochodu, przede mną, z refleksem kury i tempem leniwca, w bordowym tico. Nie trafia w te światła złośliwie czy co, no co nie ruszy, to zaraz wali po hamulcach, bo czerwone, no kurważesz, jakby jakiś czujnik miała! Pompuje sobie zadowolona środkiem drogi, jak na defiladzie, ni jej z tej ni z tamtej ominąć, za nią tłum zmotoryzowanych, a ona niezrażona rozwija swoją prędkość zawrotną, nie zmieniając biegu, dwójka w zupełności wystarczy, nie ma co szaleć, przy 40km/h wszystko się może przydarzyć. Ech…
Dobra, zmiana planów. Śmignę objazdem, parę kilometrów więcej, ale warunki przyjazne i szeroko i pusto i las i słońce i fauna i flora i przeskoczę żółwia w tico, więc czad. Tak sobie grzeję pogodnie, muzyczka ćmi i nagle zza krzaka, pośrodku niczego, dosłownie niczego, wyskakuje niebieski ufoludek z migoczącym lizakiem – „Kontrola drogowa, żadnych przepisów pan nie złamał, ale mamy akcję „Tydzień Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego” i proszę, tu pańska broszurka, zapraszamy do radiowozu, dmuchamy w balonik, brawo jest pan trzeźwy, szerokiej drogi”. Co to było?!
Wracam z mocnym przekonaniem, że to jakiś event na potrzeby ZnanejTelewizji, nieważne, jeszcze tylko 30 km, znowu korek, ech… No nie wierzę! Znowu bordowe tajko! I znowu środkiem pogina, dochujażesz! Naprawdę. Środkiem. Cóżeś się na mnie uwzięła, Halina, nie możesz zjechać w pizdu, przecież jest sto milionów dróg, żeś się uparła na moją, ślimaku, specjalnie?! Dobra, po piętnastu minutach szeroko się zrobiło i zniknąłem w końcu w obłoku spalin.
Wpadłem do miasta z ludźmi szeryfa w lusterku wstecznym. Co tym razem?! Rutynowa kontrola. „Panie kierowco, taką akcję mamy „Tydzień Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego”, oto pańska broszurka, a gaśnicę pan ma? A apteczkę? A zapasowe koło? A badania krwi aktualne? A jak pogłowie bydła rogatego w Białostockiem w ostatnim roku? Miałem kolegę w pana wieku, w ogóle niepodobny i czy dużo-panu-pali-bo-sam-się-nad-takim-zastanawiam?”. Ręce opadły, śmiać się czy płakać, a Serpico, niezrażony, produkował tych pytań pierdyliard, bo one zbliżały – w zamyśle – funkcjonariusza do obywatela. Na specjalnym blankiecie odhaczał. Serio. Odhaczał.
Ostatnia prosta, światła i dom. Wreszcie.
Zaparkowałem za bordowym tico. Halina w okularach i futrzanej czapce okazała się być moją sąsiadką z bloku po drugiej stronie. Dotarła przede mną. Kocham ją absolutnie, jest zajebista

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
BartekZKartekaniaVulgaryzator Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Vulgaryzator
Gość

pewnie w tym czasie powstała też strona uzyjwyobrazni.pl.

ania
Gość
ania

jechaliśmy kiedyś z SZM przez miasto, przed nami Tico pomarańczowy, z prędkością max 30 km/h +absolutnie szalone manewry. Nijak wyprzedzić. SZM sie letko spienił bo czas nas gonił. Tico stanęło, SZM wyskoczył na szybką pogawędkę. Po chwili wrócił chichocząc. Przed nami jechało małżeństwo – kierowca On, lat jakieś 75. Na pytanie SZM (pomińmy milczeniem) odrzekł zakłopotany: – „Panie, dopiero go kupiłem i próbuję jakoś ujarzmić bydlę. Ale ciężko jest”

BartekZKartek
Gość

Przepiękne ;)