Breloczek

Zadzwoniła do mnie pani Monika z działu Klienta Strategicznego pod wezwaniem najbardziej pomarańczowego operatora sieci komórkowej.
– Dzień dobry, panie Bartku, Monika Strzecha, sieć O jak ten Owoc, bardzo jest mi miło pana poinformować, że…
– Dzień dobry – wtrąciłem uroczo, bo akurat o siódmej rano dźwięk telefonu nastraja mnie optymistycznie i pogodnie, świat jest piękny i, kurwa, strasznie żałuję, że nie zadzwoniła o czwartej.
– A, tak, …yyyy… dzień dobry – Monikę lekko zreflektowało, ale natychmiast sobie przypomniała kim jest i szybko odzyskała rezon. – Mówiłam dzień dobry na początku, pewnie pan nie usłyszał, bardzo jest miło mi…
– Usłyszałem – wtrąciłem wisielczo po raz drugi. – Jest siódma rano.
– … pana poinformować, że… Słucham?
– Rano jest.
– Tak, wiem, dlatego jest mi niezmiernie miło, że mogę panu zaproponować nową ofertę naszej sieci. Rozumiem, że jest pan nią zainteresowany, prawda? No bo – hahaha hihihi – kto by nie był zainteresowany takimi warunkami, jakie zaraz panu zaproponuję? – zapytała retorycznie, a ja wziąłem wdech, żeby odpowiedzieć coś pomiędzy „Nie do końca wiem co pani mówi bo spałem” a „Ciekawe jak długo byś broczyła po ciosie zadanym trzydziestocentymetrowym bagnetem w okolice mostka. Siedemnaście razy”.
Ten moment wdechu Monika wykorzystała bezbłędnie. Od razu było widać, że profesjonalistka, bo nawet nie mrugnąłem, o otworzeniu ust nie wspominając.
– Ponieważ jest pan naszym strategicznym klientem to, po gruntownej analizie historii pańskich połączeń, doszliśmy do wniosku, że zaproponujemy fantastycznie bajeczną ofertę, po której pan zapewne natychmiast uda się do Częstochowy-lub-innego-miejsca-kultu-typu-Łagiewniki, bo nikt na świecie nie ma takiej oferty jaką pan teraz od nas otrzymuje – wypaliła ze swadą. – W tajemnicy mogę panu tylko powiedzieć, że nawet syn prezesa firmy nie ma szans na takie warunki, mimo, że wczoraj, na walnym zgromadzeniu zarządu zanosił się szlochem i darł koszulę na piersiach, prosząc – gdzie tam prosząc – błagając! żeby firma umożliwiła mu korzystanie z naszych usług na warunkach, jakie panu, panie Bartku, pokrótce przedstawię.
Dostałem erekcji. Rano było.
– Otóż – kontynuowała z mocą Monika Strzecha z działu Klienta Strategicznego – otrzymuje pan od nas w ramach promocji darmowe minuty na połączenia z każdym operatorem na świecie, bez względu na szerokość geograficzną. Dodatkowo ma pan siedem miliardów darmowych esemesów do wykorzystania przez cały okres umowy oraz pakiet dwustu pięćdziesięciu milionów ememesów przez pierwszy rok. Ponadto oferujemy panu usługę darmowego-internetu-bez-ograniczeń oraz specjalny breloczek reagujący na dźwięk, który może pan przymocować do dowolnego przedmiotu zyskując gwarancję, że nigdy go pan nie zgubi. Technologię jaką zastosowano przy jego produkcji wykorzystywała przez wiele lat NASA, sprowadzając swoich pilotów z misji na orbicie ziemi. Na marginesie przyznam się panu, że sama taki breloczek posiadam od dwóch miesięcy i sprawuje się znakomicie, nawet zastanawiam się nad kupnem kolejnego dla męża Mariusza, który jest wykładowcą na uniwersytecie w Opolu i uwielbia nowinki techniczne z dziedziny nanotechnologii. Musi pan przyznać, że oferta, jaką przygotowaliśmy specjalnie dla pana, jest wyjątkowo korzystna, ponieważ będzie pan płacił tyko piętnaście złotych.
– Piętnaście złotych? – zdumiałem się. Ciągle miałem erekcję.
– Prawda jakie to zaskakujące? – Monika zdawała się sama nie wierzyć w moje szczęście. – Tylko piętnaście złotych ponad to co pan płaci dotychczas. Naprawdę nie sądzę, żeby znalazł pan lepszą propozycję dla siebie na rynku. Tu warto zastrzec, że oferta dotyczy pierwszych piątków i trzecich śród miesiąca z najwyższą liczbą opadów i obejmuje połączenia wychodzące w godzinach 1:19 – 1:26 lub, zamiennie, 3:07 – 3:11 wykonywanych przez abonentów, których panieńskie nazwisko matki zawiera literę O lub G i którzy posiadali udokumentowaną podatkiem gruntowym nieruchomość w Albanii w latach 2007-2009.
Faktycznie, jest pierdolnięcie. Potrzebowałem czasu do gruntownego namysłu.
– Nie jestem zainteresowany – podjąłem decyzję po dwóch sekundach.
– Ale jak to? – konsultantkę zamurowało.
– Jak co? – zdziwiłem się chyba tylko z powodu zaangażowania neuronów lustrzanych.
– Nie chce pan skorzystać z TAKIEJ oferty?
– Tak. Nie chcę.
– No a breloczek?

  • Nie lubisz budzików, prawda?
    ***
    Wergi dostał cios. Zadany przez Ciebie. Trzydziestocentymetrowym bagnetem w okolice mostka. Siedemnaście razy.
    Stracił robotę bez wypowiedzenia, świadectwa pracy, odprawy… Ech.
    Kłamca, kłamca ;)
    ***
    Się czyta się, jak zawsze.
    Lubię, jak zawsze.

  • urzędniczka z przymusu

    No i?

  • Dominika Dobrowolska

    Bartek – 1, Monika Strzecha – 0. Jeśli ktoś się mnie zapyta, dlaczego nie chcę zostać urzędnikiem, pokażę mu „Breloczek”. Warto.

    • urzędniczka z przymusu

      Ta Pani to telemarketerka. Różnica pomiędzy nią a urzędnikiem jest zasadnicza – telemarketer czegoś chce od ludzi, natomiast to ludzie chcą czegoś od urzędnika. Pozdrawiam :)

  • Nie wziąłeś? Jak mogłeś. Breloczek przepadł :(

  • abl

    Ciekawam, czy schemat tej rozmowy przewiduje zróznicowanie zawodów w zależności od płci współmałżonka telemarketera/ -rki. W sensie, czy gdyby dzwonił do Ciebie Mariusz Strzecha, to zastanawiałby się nad kupnem breloczka dla żony, która jest wykładowcą w Opolu i lubi nowinki z działu nanotechnologii, czy raczej byłaby to żona, która notorycznie gubi klucze. Chyba że scenariusz nie jest różnicowany i Mariusz Strzecha też miałby męża.
    Także tego, daj znać jak zbierzesz więcej doświadczeń, badania społeczne o 7 rano zawsze cieszą.