Budka

Posiadanie psa marki Lucek to prawdziwy offroad czyli tytłanie się do oporu w piachu, trawie, błocie, asfalcie, ściółce, smole, chaszczach, drutach, żwirze, pierzu, itakdalejetceatera. Ale głównie, nagłówniej – to bycie zaplątanym w kudłatą miłość, wspólne przygody, podróże i zapach psich stópek, gdy zasypiamy.
Lu, oprócz tego, że ma swoje mieszkanie, fundusz powierniczy, prywatnego jeta i zasiada w Radzie Nadzorczej Ważnej Spółki Skarbu Państwa, to posiada także ukochaną budkę. Budka wygląda jak wysrana jagoda, serio, ręce opadają. Psiak ma prywatną opiekę dentystyczną w Abu Dabi, prywatny park sześćdziesiąt hektarów z jednorożcami i własnym akwenem, papież do niego dzwoni raz w tygodniu z raportem co tam w Watykanie, a ten ma kurwa budkę, która wygląda jakby ją ktoś wyjął z żubra dupy. Po kilkunastu próbach wymienienia mu tejże na nową, normalną, z drzwiami, dzwonkiem i konsjerżem, odpuściłem, bowiem Lucek się wówczas potwornie obraża i pół dnia stoi do mnie tyłem. W sumie luz, niech sobie ma co tam chce, ale to, co potrafi w nocy odjebać z tą swoją budką, to się w głowie nie mieści. Ja rozumiem przemeblowanie, kocyk, zabawki, może jakaś kosia, czy jakiś gryzak, ale rano wstaję a on właśnie, na przykład, śpi na dachu. Pół nocy jeździł budką po obiekcie i na koniec dachował. Brak mi słów.
#kochamGo #krzywydomek

użyj wyobraźni Lucek