Budzik

Kilka dni temu naszła mnie nostalgia, z powodu, że jesień. W skrócie chodziło o to, że na przystanku przez dwadzieścia minut gadałem z jakąś długowłosą łanią zakutaną w fufajkę od góry do dołu, a po wejściu do autobusu okazało się, że ów podmiot nie tylko nie był turbosztunią, z którą mógłbym pomyśleć o wspólnym zaanektowaniu domku na działkach celem zimy przetrwania w miłym i ciepłym towarzystwie, ale wręcz przeciwnie, miał na imię Mariusz i wokalnie nakurwiał falsetem. Jedyne co się zgadzało to to, że był ciepły, tyle, że to raczej ślepa uliczka, w innych zespołach gramy.

Czyli, że nostalgia. Po trzech dniach wchłaniania znaczących dawek tęczy w płynie nie zauważyłem poprawy, co skłoniło mnie do sięgnięcia po bardziej radykalne i specjalistyczne środki, toteż skonsultowałem się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek cośtamcośtam ma cośtamcośtam. Doktor Youtube, ustami jakiegoś wymazianego w samoopalaczu kołcza z rekinim kłem na szyi, bez problemu zdiagnozował problem i błyskawicznie zaproponował rozwiązanie – sporządź listę swoich największych sukcesów i się nimi posiłkuj w ołowianych chwilach.

A co mi tu będzie ta opalona kukiełka pierdolić…

Ale ziarno skurczibik zasiał. Po kilku kolejnych dniach – w przypływie dobrego nastroju, który wywołało pismo z sądu z wyrokiem za szarpaninę z organem, który onegdaj upierdolił mi przewod z adrenaliną – postanowiłem działać i znaleźć Graala, czyli pogrzebać w przeszłości i wydestylować ten jeden największy wyczyn, triumf, który będzie moim prywatnym prozakiem, superpigułką na jesień pod dachem.

Zrobiłem sobie bilans najważniejszych dokonań życiowych i wyszło mi, że jednym z moich najwybitniejszych osiągnięć jest to, że kompletnie wyeliminowałem budzik ze swojej codzienności, w sensie że rano to ja śpię do oporu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz nastawiałem ararm, chyba w telefonie mam jakiś, niemniej funkcja ta obrosła mchem, toteż gdy ktoś usiłuje się ze mną zrzeszyć o jakiejś pojebanej porze, to raczej niewydajemniesię. Ci ważni już dawno to wiedzą, a ci nie ważni wpadają do czyśćca, w jaki mnie wyposażył mój sieciowy operator, czyli wiesz-kto-zostaw-wiesz-co-po-usłyszeniu-wiesz-czego.

Niestety, wczoraj mój mózg zawirusował ten doskonały system i zapomniał wyciszyć telefon, co rano zaowocowało eksplozją białego światła i przekonaniem, że jestem po drugiej stronie Styksu. Po stu milionach sygnałów odebrałem.
– Cojestżesz?! – wybulgotałem kulturalnie.
– Dzień dobry, panie Piotrze – wesoło zaświergotała słuchawka głosem Calineczki.
– Co…?! – nie zidentyfikowałem się, albowiem co to za świergotanie, nie życzę sobie paniepiotrowania skoro świt, tym bardziej, że jaki do chuja paniepiotrze?!
– Yyyy… – Calineczkę lekko przytknęło, bo chyba jej nie zabrzmiałem jak panpiotr.
– Co…?! – zachęciłem skrzypiąco.
– Pan Piotr?
– Co…?! – zdziwiłem się uprzejmie.
– Halo..? – głos poszukiwaczki mitycznego panpiotra zawiesił się niepewnie.
– Co…?! – konsekwentnie trwałem przy swoim. Charcząc.
Coś ją tknęło. Postanowiła rzucić koło ratunkowe.
– Przepraszam, czy ja rozmawiam z panem Piotrem?
– Co…?! – nie ma bata, rano to ja leksykalnie wymiatam.
– Yyyyy, czy to numer pięćset dwa dwieście trzydzieści dwa dziewięćset czterdzieści trzy?
O, kurwa, zabiła mnie tymi liczbami.
Chwilę sobie pomilczeliśmy.
W końcu wziąłem głęboki wdech. Dobra, to jest moment prawdy. Jeśli przez to przebrniemy, ten koszmar się skończy. Muszę się tylko skupić, chociaż na chwilę. Na ułamek sekundy.
– Co…?! – wyrzęziłem, żeby zyskać na czasie.
– Czy to numer pięć zero dwa dwa trzy dwa dziewięć cztery trzy?
Skup się. Skup się. Skup się.
– Tak, tak, tak, nie, tak, nie, nie, tak, nie.

Uffff.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
luo.lamph Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mph
Gość
mph

Po czym Calineczka zajumała Twoją kwestię i w słuchawce padło:

– Co…?!

luo.la
Gość

Ye ! This Is A Good Blog!