Dwazerodwazero

Ubiegły rok był cholernie eksploatujący i wielokrotnie przypominał z twarzy Marcina Najmana. Jądro ciemności stanowiła pandemia koronawirusa, która zredukowała do minimum każdą formę aktywności jaką lubię – od handlu kokainą, poprzez grę w niskobudżetowych niemieckich pornolach, po kurwa garncarstwo. Mam poczucie, że 2020 nigdy się tak naprawdę nie odbył, bo był zjawiskiem fantomowym służącym do cyfrowego połączenia 2019 z 2021 i przypominał granat, z którego wyciągnąłem zawleczkę i przez kilka kolejnych miesięcy próbowałem wetknąć ją z powrotem. Optykę czasem zmieniały sukcesy naszych na różnych niwach – Świątkowa pozamiatała Szlema we Francji, Zmarzlik ojebał wszystkich na węglu, Lewandowski obronił magistra, a Janda z ziomami wbiła na krzywy ryj na zastrzyk z czipem pięćgie, o którym niepochlebnie wyrażała się wirusolog Górniak, prywatnie koleżanka Najmana Marcina i cyk mamy klamrę.

Dlatego, jak się skończy ta jebana kwarantanna, to sobie kupię mieszkanie i w ogóle nie będę do niego wracał.