Karma

Osiem miesięcy temu, późnym wieczorem łamanym na wczesny ranek, z moim kolegą Michałem, headhunterem-w-sporej-korporacji, wracaliśmy z domówki czy coś w tym stylu i po drodze natknęliśmy się na interweniujący zmotoryzowany patrol stróżów bezpieczeństwa przestrzeni publicznej czyli strażników miejskich. Jako, że programowo nie darzę ich specjalną namiętnością z uwagi na szereg doświadczeń, które ongiś dzieliliśmy podczas porządkowania świata – ja swojego a oni swojego – to natychmiast postawiłem uszy na sztorc i podkręciłem ostrość. Zza pleców funkcjonariuszy wyłonił się podmiot ich interwencji – człowiek bezdomny, rezydent ławeczki w parku, nieszczęśnik, któremu coś nie pyrgnęło lub szczęściarz, który wybrał swoją wolność. Kojarzyłem facia, bo kręcił się pod moim domem, pomagał rano babkom z „Motylka” rozładowywać warzywa i generalnie to był raczej pozytywny kolo, z głęboko porzeźbioną przez życie twarzą.  I nad nim urzędnicy państwowi z latarkami i odbezpieczonymi kajdankami.
Dobra, to w skrócie: dwóch schabów w mundurach szturchało-popychało gościa, który siedział na ławce ze swoimi siatkami, zapatulony w fufajkę i za duże buty. Nie wyglądało to najlepiej, tym bardziej, że im bliżej podchodziliśmy, tym więcej słyszeliśmy. Chłopina od strażników dowiadywał się właśnie, kim jest jego matka oraz co myślą o jego egzystencji i wyborach życiowych. W tle auto na bombach i wszystkie reflektory-w-punkt, wyglądało to jak obława na Hannibala Lectera, a nie normalna interwencja.
Zapaliły mi się lampki, no bo co to do chuja jest, że się jakieś patafiany do człowieka przypieprzają bladym świtem, zanim zdążyłem pomyśleć, to już byłem w oku cyklonu, który, poniekąd, sam rozpętałem. Czyli od zdania: „Ej, panowie!” poprzez „Popierdoliło was?!” do poszarpywań i gazu w oczach po dwóch minutach. Michał zdębiał był, bo ten gaz to już zupełnie bez sensu, ale miał więcej spokoju w sobie i jakoś tam interweniował werbalnie, bezdomny się zestresował potwornie, a dwa imbecyle w mundurach wezwały policję.
Skończyło się wizytą na posterunku na okoliczność składania wyjaśnień w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej mundurowego podczas wykonywania czynności służbowych. Wcale nie pomagał mi fakt, że badanie na obecność wykazało najpierw zawartość promili w trzewiach, a potem inną zawartość w organizmie oraz wykrzyczane do spisującego protokół funkcjonariusza zdanie, że „jakbym wiedział, że taki będzie zarzut, to bym mu naprawdę przypierdolił w ten tępy ryj!” Procedury są takie, że po takowym badaniu zawozi się delikwenta w kajdankach pod dom i tam dokonuje się poszukiwań śladów środków odurzających. Czyli generalnie upaprałem się w gównie i w ogóle kicha. Na własne życzenie. Głupek.
***
Kilka dni temu zadzwonił Michał, z triumfalnym „Nie uwierzysz!” na ustach. A potem opowiedział mi, że na jego biurko trafiła aplikacja na stanowisko Zastępcy Szefa Ochrony w Dużym Konsorcjum, którą złożył nasz „pobity” funkcjonariusz.
Karma.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Jarek Guc Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jarek Guc
Gość

Niech Michał przyjmie kolesia do korporacji – ekspozycja karmy będzie dłuższa, bardziej dogłębna a może i zabawniejsza ;)