Kask

Ten dzień to jakieś kombo, jak bym się nie odwrócił to dupa zawsze z tyłu. Początek standardowy czyli dialog z budzikiem w telefonie, który polega na grze drzemka albo psikus, dzięki czemu musiałem na szybko przekładać kartę sim, bowiem śniło mi się, że jestem, kurwa, dyskobolem i dwie pierwsze próby spaliłem. Rach ciach śniadanie, przeplatane wzuwaniem na się części garderoby i robieniem kawy, które wyglądało perfekcyjnie do momentu zalania jej maślanką, ale o tym dowiedziałem się w windzie, jak wycharchałem zawartość jamy ustnej na rachitycznego Fafika sąsiadki. Chuj z Fafikiem, jakoś się wyliże, ale sąsiadeczka raczej zakodowała, że mam krzywe kable pod sufitem i pewnie jej gwintu nie zerwę, a szkoda bowiem wizualnie dycha.

Jako, że spóźniony, to dawaj nadrobię minuty na moto, ale ten oświadczył z mocą, że dopóki nie dam mu żreć, to on się nigdzie nie wybiera, czyli muszę zapchać to żelastwo na stację. Usapałem się jak kura pazurem, ale w końcu dotoczyłem cegłę pod dystrybutor, zalałem pod korek i wcisnąwszy garnek na łeb już-już miałem się oddalić, gdy uświadomiłem sobie, że jeszcze uiścić trzeba. No to dawaj do kasy, w tym całym majdanie na sobie – kurtka z ochraniaczami, rękawice i kask na głowie, bo już nie chciało mi się go zdejmować, gdyż jak go zapinam to zazwyczaj przytyka mi lewe ucho i mija dobre parędziesiąt sekund, zanim sobie je odetkam, co z daleka wygląda, jakby upośledzony koleś w za dużej głowie tańczył, wzorem Aborygenów, taniec nadziei, że spadnie deszcz, a wiadomo – motocykl i deszcz to raczej kibel, czyli dawaj do kasy w kasku. Akurat szkolenie mieli i ichni kierownik zmiany, w kamizeleczce z dystynkcjami, maglował jakiegoś bladego pucołowatego biedaczynę z zasad fiskalizacji łamanych na podejście frontem do klienta, czyli że egzamin. Chłopina wyglądał na wykończonego, zwierzchnik albo marszczył brwi albo wręcz przeciwnie, tymczasem na stacji żywego ducha nie było, tylko ja, jakiś kolo z dostawczaka i tych dwóch. Podniosłem szybkę, żeby kontakt był i zderzyłem się wzrokiem z bladym uczniem. Mrugnąłem porozumiewawczo, żeby się nie przejmował egzaminem.

– Dzień dobry, kartą czy gotówką? – grubcio głos miał jak posłanka Senyszyn, raczej nie do The Voice of Poland.

– Maciek, najpierw stanowisko… – kierownik był brzuchomówcą, bo podpowiadał bez poruszania ustami.

– Gotówa.

– Przepraszam, które stanowisko? – Maciek chujowo wyszedł z progu i teraz rozpaczliwie próbował odzyskać równowagę.

Odwróciłem się za siebie i spojrzałem na jedyne zajęte stanowiska, które bardziej przed wejściem nie mogły być, a na nich mój motocykl i obok, na drugim, dostawczak. Spojrzałem na siebie. Jeszcze raz na moto i ciężarówkę.

– Dostawczak z dwójki – powiedziałem z uśmiechem, pewien, że kolunio wyluzuje i się uśmiechnie, pośpiewamy razem szanty i wypierdolę do fabryki, bo już mi się naprawdę choinka paliła, a jemu egzamin poleci jak z płatka. Tymczasem Maciutek cyk dwójeczka i drukuje rachunek fiskalny dla mnie za prawie pięć stów.

Uśmiechnąłem się.

– Maciek, weź no ty spójrz na mnie – zareagowałem pogodnie, a koleś z dostawczaka za mną parsknął.

– Proszę? – uprzejmie zdziwił się praktykant i popatrzył mi w oczy przez uchylony wizjer w kasku.

– No weź na mnie zerknij i powiedz co z tą nasza transakcją jest nie tak? – teraz już obaj z kierowcą dostawczaka podparskiwaliśmy. Kiero złapał klimat, ale stał jak słup soli, tylko w środku się gotował i chichotał bez otwierania ust.

– Wszystko jest chyba w porządku… – chłopina wyraźnie zbity z pantałyku otaksował mnie wzrokiem, po czym spojrzał niepewnie na egzaminatora, któren sygnalizował brwiami, że dawaj młody, dobrze jest. Pucołowaty Maciej konsekwentnie nie ogarniał.

– Czyli co, kartą?

– Nie no, gotówką, gotówką – nie poddawałem się. Jebać spóźnienie, tu jest fajniej.

– No to 496,34.

– No to nie płacę, za dużo wyszło

– Jak to pan nie płaci?

– No normalnie, nie płacę i uciekam, bo to jest rozbój.

Chichot kierownika przeszedł w stłumiony rechot. Ten od dostawczaka wyjął telefon, żeby nagrywać.

– Ale proszę pana, musi pan zapłacić, tu jest monitoring.

– Człowieku, jak na monitoringu zobaczą za ile mnie skasowałeś, to cię aresztują.

– No ale tyle wyszło!

– To po ile u was jest ta wacha?!

– Po 5,05…

– To stówę mogę dać, a resztę niech dorzuci ten facet za mną – rzuciłem koło ratunkowe, ale Maciuś nie był najostrzejszą kredką w piórniku.

– Jak to za panem… Tak nie wolno!

– Co nie wolno, pan za mną się zgadza, nie? – spojrzałem za siebie pytająco.

– Tiaaa, nie ma sprawy – właściciel transita nie miał przeciwwskazań.

– To panowie są razem?

Po tej historii z maślanką w windzie potrzebowałem kawy, a tu mi Maciutek na stacji benzynowej romans indukuje. Chujtam, skoro tędy, to idźmy w to.

– Kiedyś byliśmy, z osiem lat temu, piękne czasy… Zaczęło się niewinnie, zwykły wyjazd na sylwestra do Pomiechówka, znajomi nas poznali, rzucaliśmy się śnieżkami i tydzień później adoptowaliśmy Mariusza, na marginesie w przyszłym tygodniu występ ma w weWłocławku, od małego uwielbiał balet. Na początku myśleliśmy o basset’cie, ale one linieją i weź to wszystko potem odkurz – no nie odkurzysz, żebyś się usrał, nie odkurzysz. I wszystko było super, ale wiesz jak to jest, Maciek, nuda zabija związek, zaczęły się wyjazdy do Rajchu, niby za hajsem, niby po samochód, i po długim weekendzie w maju zacząłem podejrzewać, że Roman tam kogoś może mieć, nie wiem, jakąś sobie może Helgę przygruchał czy co – te Niemry, wiesz, takie niby nie wyględne, że przy słabym świetle to byś od łopaty nie odróżnił, ale obcemu chłopu to wichurę we łbie umieją zrobić. No to mu założyłem pluskwę, co to z dwóch kilometrów dźwięk zbiera tak, żebyś nie uwierzył, jakbyś obok mnie stał, no czysty taki, bez zakłóceń, elegancko, znajomy mi polecił, przez chwilę się wahałem, bo to jednak trzysta złotych, to by można było Mariusza na studia wysłać, no ale jakoś mnie przekonał. I powiem Ci dzisiaj, tak zupełnie szczerze, że nie żałuję…

Kiero się w końcu zlitował i wkroczył.

– Maciek, kurwa, weźże się ty zastanów. Myślisz, że pan – wskazał brodą na mnie – dostawczakiem w kasku jeździ?

Maćka wyjebutało z szyn. W końcu zaczął łączyć wątki i wymruczał:

– Od początku wydawał mi się jakiś dziwny.

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
DJ600vmphwiolkaIwnowa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwnowa
Gość

Mistrzu, uwielbiam Twoje teksty, ten też.
Widziałam to dosłownie, czytając i turlałam się ze śmiechu. Dziękuję :)

wiolka
Gość
wiolka

No miszcz. i tyle

wiolka
Gość
wiolka

ILY

mph
Gość
mph

Dziwny… Oj Maciutek. Gdybyś ty chłopie wiedział, że on maślankę do kawy leje… No i wywołałeś deszcz. Chociaż nie. To tylko kamery monitoringu płaczą ze śmiechu…

E: Awatar mi przypisało. Wygląda jak kurczak na diecie, który połknął truskawkę, skrzyżował się z nietoperzem, po czym przywdział perukę od niejakiej Magdy G. i
ufarbował się na rudo. Fajne to.

DJ600v
Gość
DJ600v

Czesto wbijam w kasku. padajaca propozycja duzego plynu do spryskiwacza zawsze mnie rozwesela :)