Kierunek

– Co ona wyprawia?! – gapiłem się zaskoczony, jak dzidziapiernik w swojej corsie popierdala trzema pasami pod prąd. To nic, że koleś w transicie naprzeciwko miał pakę trzydzieści na budziku i jak zaczął majtać fajerą i kopać w hamulec to omal nie dachował, spychając mnie na pobocze – najważniejsze, że dzidzi fantazyjny kapelutek pasował do paznokietków. Powoluniu, jak na defiladzie, przeturlała się koło mnie i elegancko wmeldowała sto metrów dalej w podwórko posesji. Wysiadłem czym prędzej z auta i podskoczyłem do kolesia w transicie, który jakimś cudem wylądował na pasie awaryjnym i po drodze nie ściął żadnego drzewa.
– Kurwa, żyjesz?! – zainteresowałem się, bo z twarzy wyglądał na kogoś, kto widział przed chwilą światełko w tunelu. Kredki mu do tego lekko dygotały a upocone czoło odbijało światełka migające w kokpicie.
– Co?! – wyrzęził głosem Toma Waitsa.
Czyli żył.
– Ja pierdolę, co to było?! – przeszedłem płynnie do następnej części programu. – Co. To. Kurwa. Było?!
– Co?! – koleś ciągle jeszcze widział światełko.
– Widziałeś?! – wyrzuciłem z siebie przytomnie. W stresie jestem cholernie błyskotliwy.
– Co?!
– Co za cipa, powyzabijała by nas przecież, kurwa jedna, tam wjechała, o, stoi tam, przy tym domu stoi, jebana, tam stoi, koło tego domu, przecież ją, kurwa, zatłukę, chodź!
– Co?! – a ten dalej swoje. Na rondo się wjebał.
– Chodź, ta baba w corsie! Tam jest! – pokazałem palcem. Wywlokłem go z szoferki i dawaj na skuśkę przez rów na posesję z niedoszłą morderczynią. Po 30 sekundach byliśmy na miejscu. Właścicielka corsy miała na sobie palto z jakiegoś gatunku zwierzątek futerkowych i ten, kurwa, kapelutek taki. Wyładowywała sprawunki z bagażnika.
– Ej!!! – zagaiłem przyjaźnie. – Kurwa, ej!!!
Kobieta odwróciła się z zainteresowaniem. Wyglądała jak babcia Wolańska z „Kogla-Mogla”.
– Słucham?
– Czy pani jest, kurwa, normalna?! – postanowiłem najpierw ustalić fakty, zanim ją zamorduję.
– Proszę?! – narysowane brwi damy schowały się pod kapelutek.
– Mało nas, babo, nie pozabijałaś nas tam, o! – machnąłem ręką w kierunku drogi krajowej numer E67. – Pod prąd, kurwa, jechałaś!
– Gdzie? – tym jednym pytaniem spuściła ze mnie powietrze w ułamku sekundy. Nie chodziło o treść. Ani o formę. Ani o te zakupy i corsę. Chodziło o to, że zdziwiła się szczerze. Naprawdę szczerze.
– Tam – pokazałem ręką. Powoli traciłem turgor i opadały mi ręce.
– Przecież wrzuciłam kierunkowskaz.
– Słucham?! – resztką sił zdębiałem.
– Proszę pana, ja jestem w Sierakowie farmaceutką i WSZYSCY wiedzą, że ja tędy do domu jeżdżę.

– Co?! – usłyszałem za plecami głos Toma Waitsa.

  • Aga M

    A ja niezmiennie podziwiam…

  • Far Minka

    :D siedzę w pracy i śmieję się do siebie
    Pozdrawiam
    Farmaceutka nie z Sierakowa ;)