Kontrola

Brak kontroli przypomina przeciążenie podobne do tego, które towarzyszy skokowi ze spadochronem-w momencie odbicia się od ostatniego stałego(sic!) kawałka rzeczywistości, od podłogi samolotu, wszystko w tobie zamienia się w eksplodującą potrzebę uchwycenia się czegokolwiek, co jest choćby iluzją stałości.
I wtedy się zaczyna.
Pierwszy, w twojej głowie, detonuje się instynkt samozachowawczy, potem, w ułamku sekundy, „odcinają” się kolejne zmysły – wzrok, słuch, węch, dotyk, smak. Zachowują się jakby wpadły do shakera, w który zmienił się twój mózg, a ten, jakimś tajemnym sposobem, znalazł dla nich wspólny mianownik i karmi cię mieszanką, skąpaną w adrenalinie. Kolejne dziesięć sekund swobodnego opadania to niemal bolesna (nie)świadomość każdego, napiętego ponad granicewytrzymałości, mięśnia w swoim ciele. Za chwilę, wiesz to z całą pewnością, stracisz zmysły i pogrążysz się w szaleństwie, upadek nie będzie miał znaczenia, to wszystko jest nierealne, bezsensowne, absurdalne, po co..? Boże! Zrobię wszystko, naprawdę wszystko, jestem Przywódcą junty, Więźniem, Dokerem, obiecuję, przysięgam, zmienię się, tylko mnie stąd zabierz, zabierz mnie stąd, zabierz- słyszysz?!!
Poddajesz się. W końcu.
Koniec?
To niemożliwe, ale teraz czas się rozciąga. Niemal dostrzegasz niewidzialne sznurki, które mimowolnie wymykają ci się z rąk, jak tracisz wpływ na cokolwiek i znikasz powoli wewnątrz siebie. Prawdziwe miesza się z Nieistniejącym, nic nie jest na swoim miejscu, negatywem lęku nie jest odwaga tylko ciekawość. Kątem oka dostrzegasz faceta spadającego jak kamień obok ciebie, by po chwili uświadomić sobie, że widzisz samego siebie, łopoczącego bezwładnie, przelanego w furkoczący zarys skafandra i nie wiesz, który z was jest realny a który przybył na ratunek z wyobraźni.
Wolno, z niepojętym dla samego siebie spokojem, godzisz się na  Nieuniknione. Przechodzisz na drugą stronę, wbrew grawitacji, z łagodnie absurdalną świadomością, że właśnie zacząłeś się wznosić, że ograniczenia, które dotychczas znałeś zostały na pokładzie samolotu, z którego wyskoczyłeś. Ciągle spadasz, ale teraz już bez strachu, obserwując spokojnie jak ziemia zbliża się, wirując z zawrotną prędkością. Rozluźniasz wszystkie mięśnie i chłoniesz każdy przelatujący ze świstem ułamek chwili. Właśnie przekroczyłeś granicę samego siebie. To wszystko trwało dziesięć sekund.***
Ziemia. Stoję twardo. Ciągle oddycham. Przeżyłem własne samobójstwo.
Decyzja o tym, by nie kontrolować, jest skokiem z 4 kilometrów. Znowu.

  • Gosha Miazek

    Wpadlam po uszy. W każde słowo. Dziekuje za ‚użyj wyobraźni’ :)

  • abl

    Zaczęłam tu wszystko czytać od nowa, post po poście, bo tak strasznie potrzebowałam dziś ratunku. Zmiany myśli, uczuć, świadomości. Nieważne. Ważne, że tym razem zrozumiałam ten wpis. I znów masz rację.