Korek

Opracowałem plan abordażu na grykę jak śnieg białą łamaną na świerzop, czyli postanowiłem opuścić tereny zurbanizowane i przenieść się na natury łono, albowiem łono jest dla mnie w chwili obecnej świętym graalem i mam życzenie się w nim zatopić po szyję, by poczuć że żyję, a nie że się wiję.
Czyli trampki wzute, pies Lucek spakowany, kawałek książki jest, no to dzida w drzwi i dawaj do Szerszenia, któren zatankowany pod korek przebiera kółeczkami, jako że trasa jest jego żywiołem, zaraz po taplaniu się w błocie po klamki, albowiem Szerszeń jest czteryrazycztery. Bo z Szerszeniem to my mamy tak, że obieramy azymut i turlamy się dotąd, aż zobaczymy że już. Czyli że na przykład las, góra, jezioro, wodospad, cokolwiek, po prostu obaj wiemy, że to tu i rozbijamy obóz, wbijamy chorągiew, obsikujemy drzewa i anektujemy przestrzeń.

Do siebie i do przodu czyli jedynka, potem dwójka itakdalej, zaczyna być jeszcze-nie-pięknie-ale-przyzwoicie, gdy nagle w radiu jakiś nafurany kawą redaktor wbija na pełnej z kasandrycznymi informacjami dla kierowców. Że to, że śmo, że tędy nie, tamtędy nie, że Poniatowski stoi, że Wisłostrada stoi, że zjazd na Marsa stoi, że wylot na Gdańsk stoi, że Żwirki stoi, że Krakowska stoi, że wszystko kurwa stoi. Ledwo skończył, wjechała reklama, że sponsorem wiadomości dla kierowców był producent leku na problemy z erekcją.

Marketingowo mnie rozjebali.