Kot

W okolicy znany jestem z tego, że mój dom miauczy, szczeka, gęga, syczy, kracze, kwili i muczy, albowiem ciągle przytarguję na kwadrat jakieś stworzenie, któremu akurat życie nie siadło, i albo się zgubiło, albo ktoś je przejechał, albo wdało się w jakąś aferę i trzeba wylizać konsekwencje tejże. Tych strzałów już sporo mam za sobą, serio, ostatnio Dyziek, mimo nikczemnych warunków fizycznych, rozniósł w pył pół balkonu. To tylko balkon, a ja mimo wszystko lubię ten moment, gdy wiem, że jedno życie plus.

Po którymś kocim razie wpadłem na genialny pomysł, że ogarnę dla nich na podwórku jakąś kubaturę. Zbiłem przeto z desek taką niby kanciapkę z dwoma wejściami, nawet jej w środku pięterka porobiłem i tapetę z pluszu na ściankach sieknąłem, a niech sierściuchy mają na w razie gdyby co.

Koty jak to koty – zrazu były nieufne i tylko się gapiły z daleka, ale z każdym dniem podchodziły coraz bliżej i bliżej, aż w końcu, nie wiedzieć kiedy, zaanektowały przestrzeń wokół kanciapki i jęły się w niej kokosić. Najpierw dostałem pod drzwi jakieś insekcie truchło z informacją, że to za pierwszy miesiąc, że spoko ten plusz na ścianie i czy wielkim problemem byłby plakat Madonny przy wejściu, nieduży, z koncertu w Buenos Aires. Potem kilka kolejnych znalezisk, jakaś mysz, jakaś jaszczurka tiruriru, aż w końcu któryś przyniósł mi 10 peelenów. Uśmiałem się, że taki spryciarz, dałem mu nawet jakieś kocie przysmaki, pogłaskałem i luźna gumka czyli zapomniałem o sprawie. Tyle, że inne od razu to wyhaczyły, zrobiły jakieś jedno-drugie zebranie przy śmietniku i, zanim się obejrzałem, zaczęły mi hajs przynosić! Początkowo nie bardzo wiedziałem co z tym zrobić, zgłosić gdzieś czy co, ale pogadałem z prawnikiem i on doradził mi, żebym na razie obserwował rozwój wypadków i się nie wychylał. Rzecz w tym, że nic mu nie mówiłem o kwotach, bo o ile pierwszy okres to rzeczywiście jakaś miedź i małe nominały, to potem się wszystko wymknęło spod kontroli i każdego trzeciego kolejnego miesiąca miałem na wycieraczce worek siana, wszystko ładnie poukładane, równiutko, z Jagiełłą do góry.

Po jakimś czasie dostałem pisemko pod wycieraczkę z pytaniem jaki jest status gruntu, na którym kanciapka stoi, i dwie odbite łapki na dole. Trochę zdębiałem, ale po paru dniach przyszło kolejne pismo, że to dla nich ważne, bo to jednak nieruchomość, a każdy wie jak restrykcyjne potrafi być prawo budowlane. Odpisałem zatem, że w księdze wieczystej wpisane jest użytkowanie wieczyste i że w zasadzie to można korzystać bez ograniczeń i że luz, niech się czują jak u siebie. W podziękowaniu dostałem kluczyki od mercedesa w full pakiecie, z małą adnotacją, żebym przez jakiś czas nie zaglądał do bagażnika i czy mam gdzieś wapno niegaszone.

Nie zdążyłem ochłonąć, gdy chwilę później na odcinku drzwi wejściowe – furtka pojawił się czerwony dywan i dość misternie tkany baldachim, niesiony przez umyślnych w atłasowych strojach, którzy jęli mi towarzyszyć za każdym razem, gdy gdzieś wychodziłem łamane na skądś wracałem. Trochę głupio mi było przed sąsiadami, gdy na podwórku zameldowały się dwie sekcje – smyczkowa i dęta – Warszawskiej Orkiestry Symfonicznej im. Bogumiła Łepeckiego z marszem tureckim w tle, ale jak raz któryś zwrócił mi uwagę, że co ja sobie wyobrażam i że on sobie nie życzy, to na drugi dzień znalazł w łóżku głowę konia i więcej dyskusji nie było.

Powoli staję się kłębkiem nerwów. Koty to bawi.

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
GrazynaaniaMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ania
Gość
ania

kocham <3 chociaż wolę psy :)

Marek
Gość
Marek

A Wolna jesteś? Bo ja też wolę psy

ania
Gość
ania

raczej szybka

Grazyna
Gość
Grazyna

Poturlałam się pod stół, MAUPUJĄC Po tobie😂

Grazyna
Gość
Grazyna

sturlałam się pod stół, parafrazując Ciebie. 😂