Kuracja

Ten nokaut księdza sprzed kilku miesięcy wlecze się za mną jak młodość za Beatą Kozidrak. Ponieważ mi się ostro w głowie pierdoliło, z uwagi na jakieś błędnika uszkodzenie, to mnie doktoresy naszprycowały chemią i zakazały wszystkiego przez tydzień. Początek był łatwy, ale po dwudziestu minutach zaczęło mi się nudzić i zadzwoniłem po posiłki. Następnego dnia dostałem zapaści, bo okazało się, że leków, którymi mnie nafaszerowano, nie można łączyć z innymi używkami, z uwagi na powikłania. Jakoś mnie odsączyli, rurę z brzucha wyjęli i odesłali do domu, zabraniając wszystkiego poza oddychaniem i wodą. Zapamiętałem to sobie i następnego dnia twardo przestrzegałem zaleceń, ale wieczorem dostałem omamów i chyba zadzwoniłem po posiłki, bo nazajutrz mój lekarz prowadzący obudził mnie krzykiem na pół placówki. Krzyczał i krzyczał, ze dwa dni krzyczał, więc jak przestał i mnie wypuścił, to wezwałem posiłki, co skończyło się kolejną wizytą na oddziale. Tym razem przywitał mnie aplauz współtowarzyszy niedoli, powoli zaczynałem być gwiazdą neurologii, ale mnie pan doktor od razu sprowadził na ziemię, że tu się nie ma z czego cieszyć, patrz pan na wyniki. Oznajmił, że kolejny raz to mogę już nie dojechać, więc albo się opanuję albo coś mi się w środku na stałe urwie, ale z trudem się mogłem skupić, bo miałem tak popsutą głowę, że było mi wszystko jedno i wezwałem posiłki.

Po dwóch tygodniach błędnik się wziął i naprawił, ale przyplątało zapalenie ustroju w sensie przeziębienie.
Przejąłem się strasznie, bo głowa głową, ale z przeziębieniem żartów nie ma i polazłem do lekarza internisty. Ten mnie postukał, popukał, dał antybiotyk i na krew go. Po wynikach krwi zafrasował się strasznie i kazał iść do endokrynologa, bo coś mu ta tarczyca nie wyglądała za dobrze, może to to? Normalnie na endokrynologa to się czeka dziewięć lat ale w recepcji mnie polubili za rozrywkę, jakiej im dostarczałem przez trzy tygodnie, więc zapisali mnie prawie od razu na za siedemdni. Pan doktor, fachura starej daty, zajrzał mi we wszystkie otwory i wypisał co się da na tę tarczycę. Zacząłem od usg, skończyłem na rezonansie, na którym pan docent prawie się zesrał z emocji i wysłał mnie na biopsję. Ta na szczęście nic nie wykazała, za to pozostałe badania uwidoczniły niewydolność nerek spowodowaną prawdopodobnie interakcją chemikaliów od neurologów z tym jebanym antybiotykiem od internisty. Przez następnych kilka dni miałem szlaban na michę, czyli powtórka z rozrywki, tylko ziółka, cienka zupka i wiadro wody czyli w zasadzie zamieszkałem w kiblu. Kolejna analiza wykazała, że nerki to mi hulają jak wściekłe, tylko cukier się spierdolił. Kilkugodzinna diagnostyka rzeczonego stanu ujawniła, że niski poziom cukru we krwi jest konsekwencją diety na nerki, i trzeba teraz się suplementować. Pierwszy dzień brania suplementów wypierdolił mi uczuleniem na cośtam, po którym spuchłem jak Ryszard Kalisz, i mnie prawie intubowali, bo trochę duszno.
Teraz siedzę na korytarzu, czekam na kolejne wyniki i myślę, że skoro sobie służba zdrowia poligon ze mnie robi, to ja dzwonię po posiłki.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Joannaxpil Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
xpil
Gość

Współczuję, acz przyznam bezwstydnie, że śmiechłem przy lekturze co najmniej dwukrotnie :D

Joanna
Gość
Joanna

Miałam przyjemność z błędnikiem- nie wspominam miło osobnika ;/