Laska

Klakson zatrąbił tak ostro i nagle, że podskoczyłem i ugryzłem się w język. W służbowej insigni siedział grubas w opiętej marynarce i jedną ręką wymachiwał a drugą obsługiwał ucho. Bo telefon. I coś się darł. Przed pasami stała mała Azjatka z laską w ręku. Grubas do niej coś jazgotał, więc wysepleniłem kulturalnie, żeby zamknął mordę i wypierdalał, a ponieważ staliśmy oparci o pobliski murek we trzech, to skwapliwie przychylił się do mojej propozycji.

Azjatkę kojarzyłem z twarzy, była bardzo ładna, mieszkała gdzieś w okolicy i chyba studiowała, bo często wracała koło mojego domu z grupą ludzi z pobliskiej uczelni. I dałbym sobie głowę uciąć, że nigdy wcześniej nie miała ze sobą białej laski.

Przeszedłem na drugą stronę ulicy i zapytałem czy nie trzeba jej pomóc, bo tak stała przed tymi pasami i stała i mocowała się z tą laską, jakby uczestniczyła w jakimś eksperymencie społecznym badającym reakcje ludzi na nieporadność.

Poprosiła mnie o odprowadzenie do pobliskiego akademika. Po drodze opowiedziała mi, że wzrok straciła dwa miesiące temu na skutek operacji i jeszcze słabo sobie radzi z laską, ale już powoli się przyzwyczaja. Do tego studiuje w Warszawie już drugi kierunek i w sumie to tak zżyła się z tym miastem, że nie bardzo chce wracać do rodziców, do Zbąszynka, bo tam słabo z pracą i nie ma metra.

Dotarliśmy do „Domu Studenckiego Anzelm” i tam zatrzymała nas portiernio-recepcja z ladą wielkości lotniska i takimi ogromnymi drzwiami na bzyczek. W sensie, że bez bzyczka nie wejdziesz, nie ma szans. Tymczasem zawartość portierni, potężna Grażyna, cała skoncentrowana była na serialu, który był emitowany na małym ekraniku prawie-że-pod-ladą.

– Dzień dobry – przywitałem się z uśmiechem, bo w szybie odbijał się grażynowy ekran, a na nim jakiś ksiądz popierdalał w sutannie na rowerze. – Spotkałem na ulicy dziewczynę, która tutaj mieszka…

– To niech wchodzi – portierka przyglądała się, jak księżulo dziarsko pedałował pod cholernie stromą górkę. Bez przerzutek pedałował.

– …no i chciałbym ją odprowadzić do jej pokoju.

– A pan kto? Rodzina? Brat i siostra pewnie, hehehe – Grażyna ciągle nie odrywała wzroku od telewizorka.

Już otworzyłem usta, ale Azjatka mnie powstrzymała, lekko ściskając moje ramię. Dała krok naprzód i wymacała ladę.

– Przepraszam panią bardzo, ale kto z nas jest ślepy? – zapytała. – Ja czy pani?

Bzzzzz.

  • Aga M

    Mistrzostwo :)

  • abl

    Bartek, kiedy książka?? Półtorej godziny czytałam ostatnio w samochodzie mojemu rodzeństwu Twoje opowieści i zaprawdę zaprawdę powiadam Ci – książka byłaby wygodniejsza na wszelkie okoliczności tego i innego rodzaju.
    Kwiczeliśmy oczywiście wszyscy, dobrze że wypadku nie było. Masz nowych fanów ;)

  • Obserwator

    Jak tak czytam Twoje dzieła (dziełka) , to nachodzi mnie refleksja, że kawał ch**a z Ciebie, ale z sercem. Szacunek

    • ania

      takie powiedzonko krąży po FB – „Wolę ludzi, którzy głośno klną, niż małych, cichych skurwysynów” :-)

      • Obserwator

        Nie mam FB:)

        • ania

          Dlatego użyłam cytatu, a nie linka ;-)

        • Serio? Ponoć nie istniejesz.

          • Obserwator

            serio serio. Istnieję, mam 100 kilo, żonę, córkę, psa, kredyt na mieszkanie i pracę na 3 zmiany. To po co mi jeszcze FB?:)