Luzik

Mój sąsiad naprzeciwko przekroczył magiczną granicę ośmiudych. Nie jest to jakiś wynik co na kolana rzuca, no ale codzienne widywanie go, jak nago wykonuje wymachy łamane na przysiady w celu poprawy funkcjonowania ogólnego z naciskiem na krwiobieg, nasunęło parę wniosków. Najważniejszy z nich to ten, że w miejsce codziennej napinki czasem wystarczy tylko tolerancja dla swoich dziwactw lub pośliźnięć. I wtedy, zamiast autodialogu z jakimś mieszkającym w nas faszystą, dogadujemy się z lustrzanym odbiciem, które, po prostu, w chwili słabości, przeleciało kozę.