Mail

Dostałem maila.

W skrócie – Panie Bartku, obserwujemy Pana od dawna, widzimy, że Pan się rozwija, świetny styl, doskonałe pióro, bla bla bla bla i podjęliśmy decyzję, że opublikujemy Pańskie opowiadania w naszym periodyku, nakład pierdyliard egzemplarzy, świat oszaleje i w ogóle to nie musi nam Pan za to płacić, zrobimy to, bo mamy misję i jak, dziękuje nam Pan? W załączeniu przesyłamy Panu listę tekstów, które nas interesują oraz, w kwestii formalnej, druk, że zrzeka się Pan praw autorskich do tychże. Jednocześnie chcemy podkreślić, że bardzo cieszymy się, że możemy Pana gościć na naszych łamach.

No. Oszalałem. Ze szczęścia oszalałem.

Odpisałem.

„Szanowna Redakcjo,

mój pierwszy raz był może trochę dziwny, ale sporo mówi o moim podejściu do dymania ludzi. To było wieki temu i, krótko mówiąc, specjalnie spektakularnie nie było. Zwyczajnie raczej. Przeleciałem żółwia w parku. Tak, żółwia. Takiego ze skorupką i tymi nóżkami takimi. Żółw jak żółw, uśmiechał się zachęcająco, mrugał okiem, robił dziubek, miał fajną mini i pończochy samonośne, ja miałem słabszy dzień, czułem się trochę niezrozumiany, kurwa, każdy by uległ.

Tak więc spokojnie sobie dmuchałem żółwia w parku za drzewem i nakrył nas mój stary. Okazało się, że to ten sam żółw, z którym on stracił dziewictwo. Śmiechu było co niemiara. Ojciec zadzwonił do wujka, którego druga żona jest pancernikiem. Przyszli oboje i wyszło na jaw, że są swingersami i się z żółwiem znają jeszcze z czasów studiów. To trochę dziwne, bo wujek jest wybitnym neurobiologiem, kandydatem do Nobla w tym roku i jakoś głupio, że rucha żółwie i pancerniki. W międzyczasie okazało się, że żółw wykłada astrofizykę w Princetown i bardzo dobrze zna mojego dziadka, który po zmianie płci jest obecnie krową dżersejką. Świat mi się zaczął zmniejszać, bo nagle park-z moim-pierwszym-razem stał się miejscem skrzyżowania prinstołnów i noblistów, w ogóle wielkość zaczęła pukać, a ja tu stoję, oparty o drzewo, bez gaci i zaśmiewam się serdecznie z anegdot jakimi sypie całkiem atrakcyjny pancernik. Wyjąłem nowego Polaroida i nie zrobiłem zdjęcia.

Ergo: Szanowna Redakcjo, jarzę historię z misją. Spoko, wiem, że ją macie. To bardzo cenne w świecie, gdzie własność intelektualna jest postrzegana jako zlepek chorych wyobrażeń jakiegoś kolesia, co rucha żółwie. Tylko kto, do chuja, Wam powiedział, że wydymanie tego kolesia z praw autorskich, to świetny sposób na zarabianie pieniędzy?”

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o