Mecz

Ja nie wiem jak to się stało, że Sebuś jest tym plemnikiem, który wygrał, nie wiem, po prostu nie wiem.
Mecz Polaków z Kazachami, lekki kac po Danii, bo nam te Legoludki czwórkę wrzuciły na luźnej gumce, a te nasze wyglądały na ich tle, jakby w kiślu biegały. Kurwa, tyłem.
No, ale byłominęło, nie ma co, teraz trzeba tych Kazachów sprać, więc Seba odpierdolony na galowo, białoczerwony do szpiku kości, flagę przytwierdził, koszulkę z Lewandowskim wzuł, urlop na żądanie zaklepał, fotel na środku domu przygotował, sąsiadów uprzedził, telewizor załączył, czipsy są, jeszcze tylko piwko, zaraz wracam. Popędził do sklepu na dół i wróciwszy, w drzwiach oświadczył z mocą, że „Duńczyki prowadzą z Armenią 2:1, sprawdzałem w windzie”.
Kamilek, współlokator naszego Orła, stropił się nieco, bo te Duńczyki dość, że nas tak zlały parę dni temu, to teraz jeszcze zaczęły nam deptać po piętach w tabeli. Odpalił zatem aplikację i odświeżył dane.
– Cholera, niestety, Sebuś, już jest 3:1.
– O, kurwa – zasępił się mój kolega Sebastian, tytan intelektu, wirtuoz polotu, cesarz dedukcji. I dodał po chwili – Dla kogo?