Na odwrót

Kiedyś wylądowałem po trzech królach w apartamencie na Kazimierzowskiej, zapatrzony w jakąś laskę, która rozbiła świnkę od starych i tworzyła bloga o modzie. Tatuś podsypywał córci siano wiaderkiem, więc nagle, znikąd, zacząłem żyć życiem z komiksu, ze scenariuszem ulepionym z silikonu. Zadania generalnie miałem dwa – ładnie wyglądać na cotygodniowej wizycie na zamku, czyli w posiadłości rodziców i nie odzywać się niepytany. Oba zadania nie były jakoś specjalnie trudne, bo dla nich największym problemem dnia był wybór pulowerka na partyjkę tenisa albo butów pasujących do skutera. Nie wiem co mnie opętało, ale brnąłem w to jak łoś w bagno i dobierałem te jebane trampki do paska, który kosztował tyle, że teraz mógłbym kupić za niego jakąś wyspę na Atlantyku. Ta moja podskakiwała wtedy piszcząc z radości i klaszcząc, że tak ładnie wychwyciłem różnicę między klamerką onyksową a powlekaną teflonem czy chuj wie czym, że przez jakiś czas myślałem, że tak właśnie wygląda życie. Wieczorami spotykaliśmy się na proszonych imprezach, na których grałem za jakieś horrendalne stawki w karty z podobnymi do mnie zjebami, którzy, tak jak ja, zaplątali się w życie jakiejś halinki z posagiem za pierdyliard euro. Całe szczęście, że miałem co wciągać i palić, bo bym się tam chyba pociął zabytkową temperówką po czyimś dziadku.

Co tydzień meldowaliśmy się w pałacu, gdzie mamusia gwiazdy blogowej mody częstowała mnie naparem z cieciorki i jarmużu, a tatuś raczył mnie jakimś, kurwa, sucharem na temat sytuacji polityczno-gospodarczej, w którą zdaje się był dość mocno umoczony. Ja na to wybuchałem perlistym, ćwiczonym wcześniej, śmiechem, po którym szybko przemieszczałem się do ubikacji, żeby jakoś zutylizować ten jarmuż z cieciorką. Nawet lubiłem rzygać w tym ich kiblu, bo po pierwsze nie rzygałem tylko miałem torsje łamane na niestrawność, a po drugie rzyganie do złotego sracza powoduje, że człowiek czuje się, jakby wydalał ryjem aksamit. Mieli tam turbo wyciąg, który wietrzył toaletę w trzydzieści sekund, więc spokojnie wypalałem sobie jointa i wracałem na salony po wykładzinie z włosiem tak gęstym, że kiedyś natknąłem się tam na stado owiec i pasterza z fujarką, który był przekonany, że to hala w Poroninie. Potem zgodnie ze scenariuszem wpierdalałem jagnięcinę z kaparami w sosie kurkowym po prowansalsku i po serii smalltalków z wujostwem przy kominku wracaliśmy pogodnie do domu w karocy z dyni.

Skorupka najpierw nasiąkała luksusem a potem powolutku zabierała się do trącenia. Przestaliśmy się z gwiazdą dogadywać w sprawach fundamentalnych, ale ciągle sporo można było nadrobić w wyrze. Więc coraz rzadziej gadaliśmy a coraz częściej kontemplowałem swoją dupę w lustrze, bo tych luster w sypialni było tyle, że jakbym miał jakąś wysypkę na jajach, to bym mógł ją zobaczyć nie kręcąc głową. Machaniczniało to wszystko i mechaniczniało, aż w końcu palnęło mnie w łeb pytanie o co chodzi i dotarłem do ściany. Wszystko we mnie ukonstytuowało się w myśl, że ten ich – i mój teraz też – świat stoi na głowie. Że wszystko jest kompletnie na odwrót, nic nie jest po kolei, że bierze się schody i obudowuje je domem, że ciągnie się za spłuczkę a potem dopiero sika, że kupuje się książkę a dopiero potem ją pisze, że miliony, że klasa, że gust…

Wysypałem się na przygotowywaniu kolacji dla znajomych. Nacierałem perliczkę przyprawami meksykańskimi, że niby taki czad, po czym poszedłem się odlać i jak normalny człowiek umyć ręce. Błąd. Znów na odwrót. Po meksykańskich przyprawach powinienem najpierw umyć ręce. Poparzony fiut zamknął ostatnie drzwi, te do sypialni, więc zgasiłem światło i podziękowałem za uwagę.

  • W ramach ratowania zwiazku mogles jeszcze sprobowac zalozyc bloga modowego…;-)

    • No przecież założyłem. Użyj wyobraźni.

      • Ups, pomylilam z kulinarnym!

      • abl

        Jeśli to wtedy założyłeś Użyj wyobraźni, to laska ma nieproporcjonalne zasługi dla ludzkości.
        Co zresztą nie jest niemożliwe, „EINTORWDO” masz gdzieś na początku bloga :)
        Brakuje mi takich Twoich wpisów jak z wtedy.

        • Jeden tu. Trzy do szuflady. Lepi się.

          • abl

            Skoro już zajęłam się urządzaniem Ci życia i lobbowaniem na rzecz nowych wpisów, to może jeszcze podrzucę idę zrobienia warsztatów kreatywnego pisania? No bo ilu z Twoich fanów pójdzie na psychologa sportu?

  • abl

    Jeśli to wtedy założyłeś Użyj wyobraźni, to laska ma nieproporcjonalne zasługi dla ludzkości :)

  • Obserwator

    Zazdroszczę Ci – miałeś przez jakiś czas problemy pierwszego świata:)

  • Maciek D

    Znowu umarłem… Masz mnie na sumieniu! Siedemnasty raz!

  • mph

    Uwiera mnie to co z tego tekstu wyziera (zresztą, nie tylko z tego, ale tutaj hula toto w stopniu nasilonym). Póki co, pod ścianą jeszcze nie stoję i pewnie będę wracać. Choć im bardziej się tu rozgaszczam, tym mocniej zastanawiam się dlaczego. Sorry, że się tak nie rozpływam jak pewnie większość czytających, ale ponoć kontrowersyjnym być jest dobrze (at least, that’s what they say). Pozdrawiam.

  • ania

    też się zastanawiam: „Co Cię wtedy opętało?”….