Niepamięć

Od dawna zmagam się z pewną dość krępującą przypadłością. Otóż cierpię na prosopagnozję w lekkim stopniu zaawansowania, co oznacza, że wprawdzie nie muszę chorągiewki wbijać w bliskich by ich zidentyfikować, no ale nie jestem w stanie rozpoznać osoby, którą widziałem dawno lub widuję rzadko. Nauczyłem się z rzeczonym zaburzeniem jakoś funkcjonować, jednakowoż świadkiem jestem takim raczej do dupy, nie rozpoznałbym przestępcy nawet gdybym to ja siebie okradł.

Kilka lat temu w okolicach warszawskiego trójkąta bermudzkiego, na jakiejś imprezie, poznałem dziewczynę, której uroda zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie, że wyrwany z obuwia ruszyłem w konkury, a ponieważ w żyłach bulgotał mi domestos, to leksykalnie szczytowałem, co zaowocowało perlistym śmiechem uwiedzionej i pełną dystrybucją cyfr składających się na jej numer telefonu.
Po kilku dniach umówiliśmy się na randkę, ale czas wówczas w żaden sposób nie próbował się ze mną sprzymierzać, bowiem pracowałem nocami w knajpach, a w dzień okradałem staruszki na okolicznych działkach, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że w mało komfortowych okolicznościach zwykłem zapadać w narkoleptyczny trans i konsystencją przypominałem zupę-krem. No ale i obiekt moich westchnień w tamtym czasie akurat wkraczał na salony i prezentował pogodę w jednej ze stacji, co z kolei oznaczało, że doba miała nam do zaoferowania tylko jedno okienko, w okolicach 9 rano. Wygiąłem się w pałąk, celem przeniesienia randki na jakiś inny termin, ale Pani Celsjusz zaoferowała datę odleglejszą niż endokrynolog po Czernobylu, toteż utrzymaliśmy w mocy nasze dziewiątoranne ustalenia.

Niestety, dzień przed wprowadziłem się w zaawansowany stan baśniowy, który zamienił mi świat w tęczę i około 8:30 zastał mnie w Lustrach, największej ówczesnej zjebni, produkującej żywe kurwa animacje. Zawezwałem przeto taksówkę i udałem się na miejsce kaźni, czyli do hotelowego fuaje, bowiem tam właśnie postanowiliśmy razem spożyć śniadanie, którego konsekwencją miała być miłość, szmaragd i krokodyl, czyli dawaj pan prujemy z tym koksem. Niestety, tenże właśnie gasł w obiegu i po zamówieniu jajecznicy zacząłem doświadczać zejścia, akurat w momencie, gdy Jej Wysokość Pogodynka jęła snuć jakąś dramatycznie skomplikowaną opowieść o takim Mariuszu, z którym mieszkała w monochromatycznym mieszkaniu na Zamenhoffa, mieli psa szarpeja z chorobą skóry i toyotę celicę dwazero, i ten Mariusz kładł tapetę w tym takim a’la przedsionku czy krużganku, ale bardziej przedsionku, ale chyba nie zagruntował czy coś, bo to zaczęło płatami… Próbowałem ratować się okularami słonecznymi, ale wystarczyły na 15 sekund, po których, w samym środku fascynującej opowieści o tapetokładłym Mariuszu zwyczajnie zostałem porwany przez Morfeusza. Może by mi się jakoś upiekło i Pani Chmurka by nie zauważyła, ale niestety odcięło mnie jak Lewis Gołotę i zasnąłem na klasyczny wodospad, czyli z kącika ust pociekła mi ślina. Celsjuszową chuj strzelił i chyba się obraziła, bo w trybie pilnym oddaliła się wśród oburzonych pofukiwań, zostawiając mnie samego z croissantem.

Życie dopisało puentę, która spowodowała, że opadły mi ręce, bowiem uświadomiłem sobie, jak koncertowo jestem zjebany.

Otóż, kilkanaście miesięcy później, na imprezie z okazji jubileuszu znanego radia, w tłumie dostrzegłem Piękność, której oczy świat rozświetlały, ruchy wprowadzały w tenże harmonię, a kształt obiecywał niebo. No krótko mówiąc ciacho jak sto miliardów dolarów, dziesięćnadziesięć, stałem się jedną wielką mentalną erekcją. Jako, że poczułem, że to może być moje zimowe wejście na K2, to czym prędzej przystąpiłem do ataku na szczyt, uruchamiając wszelkie oratorskie zasoby, celem zapoznania się i wrażenia zrobienia. Że to, że śmo, że jeśli pozwoli się gdzieś zaprosić, to przytargam ze sobą Sfinksa z Egiptu, że super byłoby zjeść razem kolację, gdy wokół rezolutnie pluskały będą się delfiny, a potem wynajmę umyślnego, żeby sypał przed nią brokatem, gdy wsiądzie na jednorożca…
– Ale Bartek! – Pogodynka nie kryła zaskoczenia. – Przecież my się już znamy…

3
Dodaj komentarz

2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o

Ślepota twarzy – mam pewiem odłam – wiem ,że znam ale ni chu chu nie wiem skąd,,, nie wiem co gorsze

Bartek, a czy ty już może wydałeś twoje historie, tak żeby można było poczytać na papierze czy w ebooku?