Nowy Rok

Ręce opadają, wszyscy normalnie a ja znowu rondo.
Obudziłem się po Sylwestrze z głową wypełnioną trocinami i hukiem wczorajszych rac-petard-fajerwerków lekko przy tym tu i ówdzie przeciekając, co jest eufemistycznym określeniem stanu śmierci klinicznej w jakim się znajdowałem. Jednym słowem łeb mnie napierdalał dramatyczniekwadrat, a reszta powłoki, którą od urodzenia zasiedlam, prezentowała się tak nikczemnie, że gdybym się spotkał za kilka dni, tobym zorganizował jakąś zbiórkę dla upośledzonego pogorzelca. Do tego w środku suszarnia jak na Saharze i omamy, więc żartów nie ma, trzeba będzie cichutko przejść obok smoka i nie obudzić krasnoludków.
Zwlokłem się zatem jakoś na raty i – ahoj przygodo – obrałem kierunek na wodopój. Po drodze w lustrze zobaczyłem, że jestem ciągle w stroju minionka, chujtam, czołgamy się dalej, tu gdzieś jest woda, skręciłem do kuchni, ale oczywiście zamiast płynnych, zsynchronizowanych ruchów to koordynacja żyrafy po lobotomii, więc wpierdoliłem się w butelki, szklanki, talerze, pudełka z posylwestra tak, że idź pan w pizdu. Cały ten majdan z minutę się przewracał i rozpieprzał w mak, huk był przy tym taki, że w Sosnowcu kopalnię zamknęli, bo im sejsmografy sie zesrały, że przodek tąpnął. Czyli w kuchni nie. To wydarzenie trochę mną wstrząsnęło, nie jakoś bardzo dramatycznie, po prostu dostałem wylewu. Zmobilizowałem się jednak po chwili i skorygowałem pierwotny plan obierając azymut na łazienkę. W końcu się do niej doturlałem, w trybie pilnym opróżniłem dwadzieścia wiader wody, po czym kontent wielce wróciłem i zerknąłem na telefon.
Pół miliona nieodebranych. Otrzepało mnie w pół sekundy. O osiemnastej mam spotkanie ze Strasznie Ważnym Prezesem w Bardzo Ważnej Sprawie, a potem on wylatuje do Stambułu. Ja pierdolę, prawie dziewiętnasta. Pożar!
Błyskawicznie pozbyłem się stroju minionka, spodnie, koszula, portfel, szczoteczka i dawaj do taksy, panie-no-jedź-pan, może jeszcze to odkręcę, dzwonię, nie odbiera, znowu dzwonię, dupa, co tu tak pusto…
I nagle połączyłem kropki.
– Która godzina?! – prawie urwałem ramię kierowcy.
– Panie, weź pan, no coś pan?! – taksiarz zdębiał i prawie stanął w poprzek Puławskiej, bo przecież bym nas zabił tym szarpaniem.
– Godzina która? – wyrzępoliłem z rozpaczą. Musiałem wyglądać jak logo sedesu, bo chłop zmiękł.
– No siódma, no…
– No wiem przecież że siódma! Ale jaka siódma? – nadzieja umiera ostatnia.
– No, normalna siódma. Rano siódma.

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Obserwatoriwlitermatka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
litermatka
Gość

Moja Mamuśka potrafi tak pomylić dzień z nocą na trzeźwo ;-)

iw
Gość

Najważniejsze, ze z nowym rokiem wyobraźnia nadal pracuje Ci niczym elektrownia atomowa :)

Obserwator
Gość
Obserwator

Bartek, ze dwa lata temu, wróciłem po nocce do domu, wiesz jak to rano: rozebrać się, ochlapać przed spaniem, siusiu, ząbki i spać. W międzyczasie do łazienki weszła moja żona z gargantuicznym ziewem na ustach. Ja do niej: a Ty nie budzisz córki do przedszkola? Żona popatrzyła na mnie rozbudzonym wzrokiem i krótko odparła: Nie. Jest sobota.