Poker

Nie mam domu. Mam lej po bombie. Wczorajszy poker – wsparty piętnastoletnim single-maltem, nikaraguańskimi cygarami, śledziami mojej babci, jajkami na twardo, dziewięcioma kawami na raz i arsenałem-z-apteczki, który z rzeczywistości robi lądowanie w Normandii w stroju Ptaka z Ulicy Sezamkowej – zakończył się wyjętym wyświetlaczem z mózgu o 4 rano w ZnanymLokalu. Czyli urwany film, jedyna działająca od lat forma podróży w czasie. Ciągle jestem wczoraj. Temu. Stąd.
Gdy taksówkarz poprosił o adres podałem mu www.uzyjwyobrazni.com. Załapał ten jakże zabawny/stosowny żarcik i zaśmiewaliśmy się serdecznie, wesoło poklepując, wymieniając wizytówki.
Chuja tam. Nie załapał. Pojechałem drugą.
A wchodząc do klatki na raty, wypierdoliłem się oczywiście na ryj i zachlapałem juchą wjazd do leja. Jednak nie błękitna.
I teraz rzężę.
***
No dobra, jakaś kawa jakiś dżus i powoli galaretka w głowie zaczyna iskrzyć wspomnieniami.
Cały czas nie wiem kim był karzełek, który zamienił moje cztery ściany w gorejący armagedon. Podejrzewam Kamila, którego po dziewiątej kawie odcięło i prowadził ożywioną narrację wewnętrzną, zalewając nas monosylabami, a kuchnię wszystkimi płynami do jakich miał dostęp. Po kilku godzinach się wyczerpał, konsystencją przypominał żel do kibla, a gdyby doszło do jego pojedynku intelektualnego z amebą – stawiałbym na amebę. Dzielnie sekundował mu Maciek, karzełek-wręcz-przeciwnie bo dwumetrowy, który jak Neron usiłował podpalić wszystko co widział – od stołu po fifkę – i jakoś się ze strażakiem Kamilem uzupełniali. Jeden podpalał, drugi zalewał. Równowaga.
Po próbie zdetonowania taksówki wnętrznościami karzełka, który do siódmej kawy dodawał wszystko – od cukru, poprzez mąkę krupczatkę i zaprawę murarską Cekol, po płyn do zmywarek – znaleźliśmy się w Lokalu-Którego-Nazwa-Kłuje celem uzupełnienia dziennego zapotrzebowania na wapno. Jakiś gość z Azji opowiadał nam swój życiorys, Sebastian odkręcił swoją głowę zastępując ją kartonem po jabłkach, Adaś opierdolił kontener z makaronem a Kamil jechał na długich, więc zamówił kawę. Dziesiątą.
Dalej nie pamiętam. Zgubiłem buta, podarłem rękaw, rozwaliłem japę i mam kolczyk w sutku. Kurwa…