Połówka

Nie zauważyłem się w drzwiach i przytrzasnąłem zamykając. Rozłupało mnie na pół, zupełnie symetrycznie, więc nie protestowałem jakoś rozpaczliwie, tylko poszedłem do piwnicy po konfiturę z chybaśliwek. Na dole spotkałem pół Edzia, któren wchłaniał był promile przez osmozę, czyli wgapiał się intensywnie w butelkę nabywając zawartość bez opróżniania. Im dłużej patrzył tym bardziej go najebywało, ot, standardowa sztuczka sztajmesów z Kwiatowej – pół mnie lata, ale drugie pół przyspawane jest do ziemi i kontroluje. Sprawdziłem na wszelki wypadek, które pół siebie przytrzasnąłem i bez wyrzutów sumienia jąłem wchłaniać połówkę z połówką Edzia, żeby nam się kierunki strzałek nałożyły. Zanim butelka pękła, pół Edka wydobyło z kieszeni portek ogromny klucz i włożyło go w ścianę. Chwilę się posiłowało ale w końcu coś tam zaskoczyło i mur się rozerwał na dwie części, wpuszczając nas do środka.
Przestąpiłem przez próg i oniemiałem. Jak okiem sięgnąć, na specjalnych podstawkach, rozciągały się miliony rozmaitych połówek z uniwersalnym wtykiem, pasujących do mnie, do Edka, do wszystkich.
Przymierzyłem pierwszą z brzegu i nagle stałem się moją nauczycielką polskiego, w połowie nią, tą samą, która raczyła była mnie ujebać na koniec roku w ostatniej klasie. Bo piszę bzdury na wypracowaniach, nie ma to ładu ani składu i wygląda na dom bez fundamentów. Wtedy wpierdalałem benzodiazepiny z apteczki ojca, żeby jakoś przetrwać bez dziur po kulach, które świstały na około głowy, więc niech się cieszy, powiedziało teraz moje pół do jej-ówczesnego-pół, że ja w ogóle trafiałem długopisem w kartkę. Odpowiedziała coś o misji i „Siłaczce” i coś o ministerstwie edukacji, ale miałem to w dupie, bo bardziej jej zależało na wypisaniu sobie usprawiedliwienia, niż spojrzeniu mi w oczy. Bo to ona promowała wówczas Łukasza, przeuroczego omnibusa, który łykał wszystkie olimpiady, malował obrazy, miał piękne dłonie i kochał matkę, a potem okazało się, że w życiu dorosłym lubił wbijać w stroju papysmerfa do pokoju dzieciaków na koloniach i walić sobie konia.
Wyjąłem wtyczkę i uzupełniłem się łykiem z edziowej połówki. Zamigotało.
Odetchnąłem. Dobra, jedźmy dalej.
Następna wtyczka i pół takiejmagdy wskoczyło we mnie od razu, ale jakoś bez impetu, z którym ją onegdaj kojarzyłem. Wtedy to miłość była, taka, że rękę sobie dam cośtam cośtam i w ogóle, ale teraz jakoś się do siebie nie kleiliśmy. Staliśmy tak w pół kroku naprzeciw siebie w damskim kiblu i się właśnie rozstawaliśmy.
– Nie wiem czy cię kocham, musisz to zrozumieć, byłam na Węgrzech, tam ludzie żyją inaczej, skończę prawo i się przeniosę do Węgrzech, tam jest taka cukiernia, czy ty w ogóle wiesz jak się je homara? – takamagda snuła plany o Bułgarii czy czymś.
– Zawsze po fajrancie wpierdalamy homary – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Pracowałem wtedy na budowie, poprzedniego dnia przerzuciliśmy prawie dwie tony przęseł i kątowników na drugą stronę nasypu, przy którym stanąć miał jakiś most. Zamiast dłoni miałem poobcierane kikuty.
– A Sylwia jaką ma figurę! – takamagda nie była zainteresowana stołeczną architekturą. – Jej Mariusz wyłożył kasę na powiększenie piersi, wyglądają jak prawdziwe, nic nie widać, nie wiem czy cię kocham, słyszysz, masz taki specjalny młoteczek i nim w nie, te homary, stukasz i normalnie możesz wysysać mięso.
Popatrzyłem na nią. Potem na kikuty. I znowu na nią. Fajna dupa. Małe cycki, fakt, ale reszta spoko. Pół mnie chciało. Chciało jej zafundować te pieprzone zderzaki-miseczka-dede. Ale drugie pół było nią.
Spuściłem wodę i podszedłem do zlewu.
– Zamknij się już! – powiedziałem odkręcając kurek.
– Co?
Odwróciłem się do niej i spojrzałem ostro w pół-oczy.
– Jesteś jak…! – rozejrzałem się z furią po łazience. – Jesteś jak to, o, to tu! – postukałem w glazurę palcem.
– Taka płaska? – oczy jej się zwęziły wściekle od myślenia o chyba-znowu-cyckach.
– Taka płytka – odpowiedziałem i wyjąłem wtyczkę. Zamigotało.
Więcej dziś nie dam rady, pomyślałem patrząc na setki podstawek z jednądrugąkogoś. Wsteczny, do wyjścia.
Połówka Edzia stała oparta o dziurę w ścianie.
– Wszystkiego na raz nie załatwisz, sąsiad – popatrzył na mnie zza butelki. – Możesz tu wpadać czasem. Z połówką.

10
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
BartekZKartekCynamoonaaniaKrysia RokowskaA . Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
angelika ka
Gość
angelika ka

tak jest, wszystkiego na raz nie załatwisz.

Hanna
Gość
Hanna

więc Bartek, zaglądnij tam koniecznie, jeszcze, bo jestem ciekawa, co będzie dalej

SKF78
Gość
SKF78

Rąbnęło jak półkawybezcukru…tyle wtyczek

Robert Peczkowski
Gość
Robert Peczkowski

Piekne :)

Albert
Gość
Albert

Zastanawiaja mne te zdjęcia. Sam je kombinujesz?

BartekZKartek
Gość

Nie.

A .
Gość
A .

Płakałam sie. Nosz kurwa. Ze smutku. Wszyscy spuszczaja sie nad Twoimi tekstami i nad Toba. I maja rację. Gratuluję. A.

Krysia Rokowska
Gość
Krysia Rokowska

Wszystkiego na raz nie załatwisz, fakt i niestety. Tym bardziej, że ciągle przecież przybywają nowe połówki-do-rozliczenia-się.

ania
Gość
ania

a czy wszystko trzeba załatwiać?….

Cynamoona
Gość
Cynamoona

dobrze, że z rzeczy potwornych można się u Ciebie pośmiać…choć tym razem trochę mniej niż zwykle