Randka z gwiazdą

On czyli ja. Czyli ty. Każdy.
Ona – piękność, z zajebistymi nogami, ekstra tyłkiem i idealnymi cyckami, w ogóle idealną figurą i w ogóle idealna, każde jej słowo nutami dźwięczy, każde jej spojrzenie tęczę maluje, a byle gest przyćmiewa słońce. No, jednym słowem, czad.
Siedzę w knajpie i wpadam w te jej ciemne oczy, tonę, przecież pływać nie umiem, ależ ona jest niesamowita, dopiero się z oczu wygrzebałem, ledwie żywy/pół przytomny i buch! W dekolt wpadłem. Przecież ta dziewczyna powinna mieć na sobie jakieśostrzeżenia poprzylepiane czy coś, bodźcowy rollercoaster, jeszcze chwila i zacznę się tępo ślinić, tego się nie da opanować, jestem zwierzęciem, ręce opadają, gadajmy już lepiej, może przynajmniej ten maślany wzrok gdzieś schowam, ona to widzi, widzi to na pewno, może oko sobie wydłubię, głupio tak łyżeczką, ale trzeba się ratować, a własne oko pływające w łyżeczce to i tak lepsze niż ta maślana żenada i krew pulsująca pragnieniami..
To wstęp był.
Jedziemy dalej.
Podchodzi kelnerka, typ luzaka, przyjaźnie uśmiechnięta, z daleka widzę, że „swoja”, nie ma co się napinać, czai o co chodzi, więc zjedzmy sobie coś fajnego i utopmy się w sobie, będzie super, no to ciach, lecimy z kartą.
Alarm. Piękność, poprawiając się na krześle, ledwie muskając kartę wzrokiem, wyrzuca w kierunku kelnerki – „Co może mi Pani zaproponować?”. Pani. Aha. Ta zdębiała z lekka, ale z refleksem rozpoczyna ten mega chujowy trzynastozgłoskowiec kelnera– że to, to i to i jeszcze to. „ A czy nicejska ma anchois?”. No ma, ale nie musi mieć, kucharz się ucieszy i z przyjemnością odsączy to całe mikrogówno z każdego listka sałaty, o jajku nie wspominając. „Czy lód jest z filtrowanej wody?”.Oczywiście, szesnaście razy, i wyparzany. Nagle się Sheraton zrobił, w adidasach nie wpuszczamy, gdzie jest mójkrawat, a one dalej w tym samym stylu, jakby w jakiejś sztuce grały, rozglądam się nerwowo, może to na żywo w tvnie leci,ale nie, to taka plastikowa konwencja, jadą w zaparte coraz dalej, żywioł. A co na deser? Szarlotka może być?. „O, brzmiświetnie”. Kurwa, ja naprawdę to słyszę? No tak, one gadają ze sobą przecież już 5 minut, dwie dziewczyny, w jednym wieku, w luzackiej knajpie, barze nieledwie, a mówią do siebie jak w serialu z Mroczkami. Jakby żuły torebkę foliową. Brzmi świetnie. Ok.
Dobra, falstart, wracajmy już na nasz kawałek planety i topmy się w sobie, bo topniejemy jakby nieco.
Skubiemy te nasze białka, tłuszcze, węglowodany i sączymy sobie siebie, sklejamy słowa, coraz więcej i więcej, może teraz się odemknie to co najważniejsze, zaiskrzy Rozmową, gnamy w nieznane, otworzyło się, oto ona – Piękno wcielone, Wenus z Milo, Królowa Saby i nasz dialog.
Dialog. Hmm. To raczej eufemizm dla tych strzałów w kolano z metra. Dość daleko tu od twórczości Joyce’a. Jakieś historie o Hubercie, praca w wielkiej firmie, świetne sztuki w Kwadracie, zakupy w Zarze, ulubiony samochód, wakacje, gry na fejsbuku, serial o jakimś mordercy….
Odpłynąłem. Znaczy – ona coś tam dalej, ale ja się cichcem wylogowałem i kiwam głową co jakiś czas, ale nie słucham, tylko myślę sobie co ja tu robię, skąd się tu wziąłem, po co mi to, kolano mnie boli, mecz Porto wieczorem, Portico Quartet w słuchawkach, a ja tu siedzę i słucham wynurzeń kolejnego orła z pudelkiem zjadającym mózg. Deja vu. Już tu byłem, kurwa, byłem tu ze sto razy, co jest ze mną nie tak, to o kawałek dupy chodzi? O pożar w łóżku i skalp do kolekcji? No proszę cię…
Nagle podniosłem się, tak w-pół-zdania, chyba jej przerwałem, jakiś taki silny impuls we mnie się przedarł, pogapiłem się na nią chwilę – ehhh, jaka ona piękna, jak cudownie mogłoby być, jakie niesamowite ma oczy – i powiedziałem: „ Ja Cię strasznie przepraszam, jesteś olśniewająco piękna, nie mogę od Ciebie oderwać oczu i te wszystkie rzeczy, ale to jakieś takie bez sensu jest i nie chce mi się tego ciągnąć. Nie marnujmy swojego czasu, ja mam Porto wieczorem, Ty pewnie też coś masz, to się nijak nie spina, jakieś sprzeczne wektory. Cześć ”. Listek nicejskiej, tej bez anchois, dramatycznie zawisł w powietrzu. Auć.
Rachunek proszę.
Powrót do domu.
Porto ograło Bragę.

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Randka z gwiazdą"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Vulgaryzator
Gość

może 08.03.2015 braga ogra porto?

Marta
Gość

Ja nigdy nie miałam odwagi, za grzeczna jestem, chociaż w środku żyłka mi pęka i się męczę. siadywałam w tej skorupie uśmiechniętej, w tym pancerzu… Męczyłam się, ale nigdy nie miałam tyle odwagi.

I czytam Ciebie od kilku dni, nie wiem skąd się tu wzięłam, ale moje synapsy się obudziły, kolorowo w głowie się zrobiło, połączenia nowe między neuronami się tworzą, czuję to… Dziękuję Ci! Wracam do pisania.

BartekZKartek
Gość

Luzik ;)

ania
Gość

w pewnym wieku wszystkim o kawałek dupy chodzi – potem jedni dojrzewają, innym zostaje do końca. Tobie chyba nie zostanie. Mam nadzieję :-)