Rycerz

Wszedłem na parapetówkę do kumpla, do apartamentowca. Budynek igła-sztuka, w środku posadzki marmurowe, wokół klomby w tych takich donicach za półmiliona, ciemne szyby, złocenia, srebrzenia, pierdzenia, kamery na podczerwień i podczerwień na podczerwień. Generalnie siedziba NASA plus mały wodospadzik z buddą-czy-czymś na środku, gdyby człowiek akurat wpadł na pomysł, że przechodzi na wegetarianizm, albo do niego dotarło, że laska z trzeciego, którą wyruchał w zeszły piątek, ma na imię Piotrek.
Podszedłem do windy i czekając na nią, przez rozległy hol zobaczyłem, że do środka wchodzi starsza pani, na oko 110 lat, w kapelutku i białych rękawiczkach, w eleganckich butkach i w ogóle odświętna. Za jej plecami, w tle, starszy pan z laseczką i w kaszkieciku właśnie płacił taksówkarzowi i, po uiszczeniu taryfy, ruszył za swoją zapewne-małżonką. Wyglądał trochę jak ten ojciec rodziny z „Alfa”. Tylko zasuszony taki.
Ponieważ starowinka poruszała się wyjątkowo powoli, a jej partnera nie było widać z perspektywy recepcji, wobec tego, zza blatu tejże, wychylił się młody konsjerż i z wielkim wyczuciem i delikatnością zaoferował leciwej damie pomoc w dojściu do windy, przy której stałem. Dama wyraziła zgodę, wsparła się na ramieniu młodzieńca i tak sobie parli żółwim tempem w moim kierunku, zupełnie nieświadomi, że ich śladem podąża 120-letni partner eleganckiej starowinki. Akurat winda zadzwoniła, drzwi się otworzyły, więc wstawiłem nogę i uprzejmie zaczekałem, aż dziadutki wejdą. Przed samymi drzwiami staruszek dopadł uciekinierów i dźgnął laską konsjerża w plecy, wcale nie lekko.
– Co jest?! – krzyknął dźgnięty, no bo faktycznie jak to tak dźgać człowieka w plecy.
– Nie pomyliło ci się coś, synku? – dziadzio zaczepnie wysunął szczękę i mocniej ścisnął laskę w powykrzywianej dłoni, nie zwalniając przy tym kroku.
Portiera zatkało, a staruszek wyminął go jakoś tak płynnie i spojrzał na żonę.
– Wandziu, pozwól – szarmancko zgiął rękę w łokciu.
Wandzia czule spojrzała na swojego rycerza.
– Oj, Guciu, Guciu – westchnęła z miłością, ujęła jego łokieć i oboje wolniutko wkroczyli do windy. Blisko. Najbliżej.
Uśmiechnąłem się do konsjerża, w którym wszystko zmiękło, bo w mig załapał o co chodzi i po chwili mknąłem, razem z Tristanem i Izoldą, na trzydzieste piętro.

13
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Aga ManiadbsstNathaliaKate Barglik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Suska
Gość

I niech mi ktoś teraz powie, że miłość nie istnieje <3

m0gart
Gość
m0gart

Ok.
Miłość nie istnieje.
Należy się czypińdziesiąt.

Aldona Przybytko
Gość
Aldona Przybytko

To się nazywa magia, trwa nawet 150 lat, a może i dłużej :)

Agnieszka
Gość

Aż w oczach łzy i uśmiech w ust kąciku.

Joanna - Dom na głowie
Gość

A mój małżon: „No idziesz, czy nie???” No to lecę, o mało laczków nie zgubię, bo jeszcze w lokowany łeb dostanę :)

Kaloshka
Gość

cudowne <3

Marta Siwińska
Gość
Marta Siwińska

Czasami się zdarza i wtedy człowiek się uśmiecha

Magdalena B-P (Wiedźma)
Gość

Mam szczęście pracować u takich zakochańców z innej epoki (może ciut młodsi od tych z opisu, ale wnuki w każdym bądź razie mają dorosłe) – każdego dnia mam ubaw po pachy, bo babcia z dziadziem zachowują się przeważnie jak małolaty. Na porządku dziennym są takie obrazki, że Babcia wychodzi z domu, a dziadek za nią z pytaniem – Całusa dziś nie będzie?. Babcia stanowczo – Nie! – i maszeruje w stronę swojego auta (inny kraj, inne możliwości, staruszkowie jeżdżą autami). Otwiera drzwi swojej bryki, po czym odwraca się, puszcza do mnie oko i wraca dać całusa małżonkowi, a potem jeszcze jednego. Oni wszystko robią razem, nawet najdurniejszą rzecz obgadują wspólnie patrząc sobie w oczy. On zawsze wyprowadza jej auto z garażu (mój co prawda… Czytaj więcej »

Kate Barglik
Gość
Kate Barglik

Zazdrosc mnie ogarnela, nie jestem zla kobieta ale chyba nie zasluzylam w caloksztalcie bo ciemno w tym moim tunelu ku starosci , choc moze kiedys doswiadcze efektu motyla, zostaje nadzieja. Podoba mi sie Pana styl pisania , inteligentne , bogate , trafiajace w sedno , bede wracac

Nathalia
Gość
Nathalia

Ohh ahh wielka miłość ale babcia musiała mieć cieżki kawałek chleba z takim zazdrośnikiem.

dbsst
Gość
dbsst

Dziś zaczęłam czytać…..są miodne opowieści i cierpkie. Ta jest jest dobrym miksem. Pięknie…co będzie następne? Pozdrawiam i dołączam do ochów i achów wijących się fanek.

ania
Gość
ania

każdy taką miłość chciałby przeżyć, ale nie każdemu chce się o taka miłość postarać i dbać…

Aga M
Gość
Aga M

hmm… ale przecież miłości nie ma…