Stalowe jaja

Kilka dni temu, na przystanku, jakiemuś przygłupiemu Czesiowi zwarły się styki pod kopułką, czego efektem była szarża na partnerkę, by manualnie wyjaśnić jej, dlaczego cośtam cośtam. Zupełnie bez obciachu, przy ludziach, w środku dnia, wywalił jej z liścia, aż ją owinęło wokół wiaty. Stałem po drugiej stronie ulicy, dzieliły nas tory, ale chuj tam z tramwajami, ludzki odruch, ruszyłem z odsieczą, żeby go, kurwę, spalić jak Kmicic Wołmontowicze, skoro jest dziczą. Zanim zdążyłem dobiec, było po wszystkim, albowiem sprawiedliwość w swoje ręce wzięło 50 kilowe chuchro stojące nieopodal, w sensie laska z słuchawkami na uszach i sportową torbą. Nogi to chyba nawet nie zauważył, ale ścięła go wysokim kopnięciem jak siekiera drzewo, a za nim wylądował wpakowała mu w twarz kolano. Egzekucja. Gdy dobiegłem, to musiałem ją odciągać, bo by mu tatara z ryja zrobiła, ale i tak kolesia odcięło na parę minut. Pani Karolino, bardzo dziękuję za bycie Temidą i maszynką do mięsa w jednym, swoją drogą wlazła Pani w niego jak Connor w Aldo.
Bo jaja można mieć niezależnie od płci i gabarytu.
***
Znasz człowieka sto lat, wydawać by się mogło, że nie ma szans na to, by cię zaskoczył, a tymczasem on na twoich oczach odpierdala numer, po którym, kurwa, kucasz.
Ale po kolei.
Wojtek, mój przyjaciel, ma metrsześćdzesiąt i wygląda jak patyczak. A dokładniej to patyczak przy nim wygląda jak dojebany koks z osiedlowej siłowni. Jestem przekonany, że Wojciu zamiast ubrań kupuje słomki i się w nie wzuwa, no kurwa Człowiek-Przecinek. Znamy się od dziecka, przerzuciliśmy razem tonę gruzu, więc przyzwyczaiłem się do jego lichych warunków fizycznych i tego, że jak z nim rozmawiam, to jakbym z balkonu krzyczał. Do tego ma wadę wzroku jakąś taką popierdoloną, że te jego szkła na nosie to każde w inną stronę, no i niesymetrycznie ta cała wojtkowa twarz wygląda, jakby ciągle bokiem do rozmówcy stał.

Jakoś na początku dwudzietego pierwszego wieku, dawno czyli, zderzyliśmy się na imprezie z Wojtkiem i grupą szturmową w postaci sześciu ziomków i niejako tradycyjnie nas poniosło, czyli najpierw sukcesywnie dezorientowaliśmy błędnik, a potem z górki. Traf chciał, że niefortunnie mignęła mi taśma i miałem przerwę w transferze danych, a gdy przesył wrócił, byłem ni stąd i zowąd w oku cyklonu. Okazało się bowiem, że wyjebutało nas daleko poza drugą strefę, całą rezolutną ósemkę, czyli w powiat Wołomin do miejscowości, której nazwy nie byłem w stanie wymówić z powodów lekkiej niedyspozycji lingwistycznej, będącej konsekwencją udrażniania krwiobiegu środkami dezynsekcyjnymi, co w obliczu następnych wydarzeń miało dość fundamentalne znaczenia, albowiem nie byłem w stanie wyczarterować niczego, co by nas stamtąd w pizdu wywiozło. A potrzeba była, bo w przypływie ułańskiej fantazji przyprawionej amokiem łamanym na tryb nieśmiertelność, poczułem moc w okolicach lędźwi i jąłem smalić cholewki do miejscowej piękności, która, jak się okazało poniewczasie, była partnerką życiową miejscowego kacyka, któren to trząsł był miejscowością w sposób znacząco odbiegający od powszechnie przyjętych norm i wielokrotnie spierał się z organami o definicję słowa uczciwość i prawo. Znaleźliśmy się zatem, całą ekipą, w rzeczonym oku cyklonu i sytuacja nabrzmiewała, gdyż kacykowa świta składała się głównie z podmiotów, których potencjał intelektualny nie dźwignąłby pojedynku z ukwiałem, natomiast gabarytem dysponowali iście imponującym i raczej nie stawiałbym na nas u buka.

I nagle

znikąd

wyskoczył mój przyjaciel Przecinek, koleś o emploi tak nikczemnym, że gdyby wdepnął na grabie, to by go kurwa nie trafiły, metrsześćdziesiąt i czterdzieści kilo, wyskoczył przed szereg, kompletnie z dupy wyskoczył, na głośnik wlazł i rozbiwszy butelkę w klasycznego tulipana, począł toczyć tym pojebanym wzrokiem, jak rezydent pokoju bez klamek, po zbitych w ciżbę schabach, po czym ryknął na cały obiekt: „ KTÓRY, KUUUURWAAAA, PEDAŁY?!”

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
mphPapaAnia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania
Gość
Ania

zapomniałeś na końcu dopisać c.d.n.;)

Papa
Gość

Chyba znamy tego samego Kowboja… znaczy Wojtka. Aparycja identyczna, a i pomysły Imprezowe podobne. Do tej pory zastanawiam się jakim cudem przeżył spotkanie z 6 koksami, którzy szczelnie zajmowali 10 osobowy stolik. Będąc już dobrze zdezorientowany trunkami do dezynfekcji wewnętrznej, Podszedł do stolika i zapytał grzecznie: – panowie mają rezerwację? – Nie? – To wypierdalać!!! Co było dalej? Wstali, przeprosili i wyszli. Do dzisiaj nie mogę w to uwierzyć, a było to w ostatnich latach 20 wieku :)

mph
Gość
mph

Ten typ tak ma. Jak to zwykle mawia jeden taki z mojego otoczenia – mały, ale wariat. Aż dziw bierze, że ten metr sześćdziesiąt pojebańczości ciągle ogląda ziemię z góry (może i niewielkiej, ale jednak).