Transakcja

Zaraz wybuchnie mi aorta, pomyślałem kilka dni temu, chociaż wiem, że aorty nie wybuchają, tylko prześwit się pierdoli i wtedy pykawka świruje, migota i zaczynasz mieć haluny. Ale i tak pomyślałem, że zaraz wybuchnie mi aorta, gdy słuchałem gościa, który mi sprzedawał samochód. Przez telefon mi sprzedawał. To była dziewięćdziesiąta trzecia rozmowa tego dnia, z dziewięćdziesiątym drugim kolesiem, który miał w sobie wewnętrznie ukonstytuowane przekonanie, że jeśli nie opowie mi w przeciągu najbliższych pięciu minut, co ta maszyna dla niego znaczy i jak trudno jest mu się z nią rozstać – ale jeśli padnie kwota x, to on się zastanowi i chyba jednak zdecyduje, z bólem serca i pod warunkiem, że będzie mógł raz w tygodniu przyjechać ze Skalbmierza z całą rodziną i posiedzieć w środku przy włączonej klimie, którą właśnie odgrzybił za równe ponad 327 pln – to kurwa zacznie się dusić.
Po odłożeniu słuchawki i zaspawaniu perforacji w tętnicy udowej, którą, w trakcie tych jakże rozwijających rozmów, przypadkowo sobie przebiłem babcinym szydełkiem, łyknąłem listek xanaxu i podjąłem decyzję, że kupię auto tylko od kogoś, kto zapytany o cenę samochodu odpowie „tyle i tyle” oraz:
– nie rozpocznie rzęsistej tyrady na temat właściwości jezdnych rzeczonego cudu techniki,
– nie zawoła teściowej, która ze szlochem wyszepta, że Mariusz całe życie marzył, żeby na Hungaroringu wypierdalać rekord odcinka,
– nie wyśle mi mmsem zdjęcia trójki bachorów – jedno czarne – które powiła jego otipsiała Halyna, jak bawią się w chusteczkę haftowaną co ma cztery rogi na tylnej kanapie
– nie będzie mi, przy okazji, próbował wcisnąć blatu kuchennego ze Swarzędza, na zamówienie, 3 na 6 metrów, tanio, bo im się na ganku nie mieści, a ma taki specjalny uchwyt na kawę, co się montuje przy krawędzi na śruby szesnastki
– nie zwymiotuje w trakcie pierwszych 10 sekund rozmowy i ze słowami „Zara, zara, dam ojca” rozłączy się, by potem 40 razy zadzwonić i drzeć mordę na cały powiat, że aktualne
– będzie mógł rozmawiać a nie właśnie lądować w Radomiu prywatnym, wie pan, czarterem
– nie rozpocznie rozmowy „Otóż bardzo mi miło pana poinformować, że pojazd, który znalazł się w pańskiej orbicie zainteresowań, znajduje się … Andżej, do kurwy nędzy, gdzie on się wpierdolił z tą lawetą, przecie fabię zarysuje pierdolony!!! … w ofercie naszej firmy i dołożymy wszelkich starań, by zakup był dla pana satysfakcjonujący”
– nie będzie sapał, tak dziwnie jakoś, i nie będzie pytał co mam na sobie
– nie będzie próbował mnie zastraszyć, że jeśli od niego nie kupię, to on już sam nie wie, pojedzie na tory i wszystko mu jedno, decyduj się pan
– w bagażniku nie będzie próbował ukryć zwłok i histerycznie przy tym chichotać
– nie będzie kobietą, która zatrzasnęła się na solarium i na mój widok nie wysyczy, że przez telefon to nie byłeś takie ciacho
– będzie posiadał drugi komplet kluczyków i tabliczkę znamionową niepospawaną w 26 miejscach, bo te chuje w wydziale komunikacji krzyknęły za duplikat stoczterdzieści
– nie będzie proponował, że wpisz pan co pan chcesz, ja i tak w piątek spierdalam z kraju
– ani raz nie powie „tylko szybko”
***
Po zastosowaniu się do wszystkich powyższych zaleceń, dokonałem zakupu. Negocjacje i dopięcie transakcji trwały 10 minut. Kolejnych pięć dni trzeźwieliśmy w jakimś starym młynie czy coś, taka szopa duża, a przedwczoraj on i żona zaprosili mnie na grilla i zapytali, czy nie chciałbym trzymać im dziecka do chrztu.

  • Obserwator

    To co kupiłeś?

  • edka

    Ej, Bart, to Ty jesteś takie ciacho w offline?

    • Nie wiem, nie znam się

      • edka

        Nic nie szkodzi. Teraz sobie będę Cię czytać, a i dodatkowo wyobrażać.

      • Krysia Rokowska

        …zarobionych przecie jestes!