Uwaga

Trochę mnie ta jesień wyjebutała poza nawias, bo co chwila przyczepia się jakieś mikrogówno, nic wielkiego, drobiażdżek, ale zsumowany uświadamia mi, że mnie tu nie ma, niemamnietu. Dreptałem sobie spokojnie na przystanek, okutany w te pięćset warstw ciuchów z czapką pod same oczy, kapturem na głowie i słuchawkami na uszach, gapiąc się pod nogi, bo widok ołowiu i stuodcieniszarości powyżej wysysał ze mnie resztki światła i niespecjalnie napawał optymizmem. Nagle, ni stąd ni z owąd, wpierdoliłem się w kogoś z impetem, aż jęknęło. Wiedziałem, że moja wina, bo ostatnie pięćset metrów byłem na Seszelach i nie pamiętałem ni cholery jak dotarłem w to miejsce, więc na odruchu poleciałem na autopilocie, że „najmocniej przepraszam, to niechcący, nie zauważyłem”, a że te słuchawki na uszach, to zamiast cichutko, elegancko wytłumaczyć, to wydarłem mordę z tymi przeprosinami na cały regulator. Ułamek sekundy później podniosłem głowę i okazało się, że przyjebałem w słup na przystanku, a zgromadzeni tłumnie pasażerowie pospadali z ławek ze śmiechu.

  • ahahahahhaha sory ale to jest dobre! śmieje się do monitora! kolego! piąteczka!

  • Obserwator

    To się nazywa przyebać w krajobraz:)). No, ale przeprosiłeś:)

  • Aga D

    Ja dla odmiany maniacko przepraszam jak kopne na spotkaniu w noge od stolu, taka centralna noge n przyklad, bo mimo deficytowej dlugosci odnozy zawsze mam obawy ze przyprawiam kogos z naprzeciwka o nagle footsie ;)

  • E tam, wstydu krótka chwilka, a opowieść Ci zostanie do końca życia :) Dla mnie bomba.