W mojej głowie

Pożar. Pochłania wszystko, suche liście i przeszłość i jutro i za chwilę. Bez niego jestem krasnalem ogrodowym, takim z odłupaną czapeczką, zieje sobie wtedy gipsowa pustka pośrodku pustyni, która pozostała z ogrodu. Lubię płonąć, bo w ogniu kuję zaangażowanie, zaciśnięte dłonie i postronki w głowie, wszystko to zasysa tlen z otoczenia. Żyję, gdy w oczach Nerona odbija się Rzym.
***
Gdy miałem 13 lat, łaziłem z chłopakami na 11 piętro wieżowca, w którym mieszkałem. Tam, przez małe okienko, włamywaliśmy się na dach i na nim rozgrywaliśmy swój wstęp do dorosłości. Pierwsze fajki, rżnięcie w karty na kasę, kogucie rozmowy o laskach i snucie planów własnej, nieodległej potęgi, wypełniało cały ten czubek świata, mojego świata. Czasem, gdy oni tak tłukli w pokera, odrywałem się i lazłem na kraniec budynku, na to blaszane obicie na krawędzi gzymsu. Łaziłem tam po nim prawie jak po linie – po jednej stronie dach, stabilny skrawek mojego świata, a parę milimetrów dalej jedenaście pięter w dół. Milimetry. To, co mnie najbardziej pociągało, nie wiem, tak hipnotycznie i nierealnie, erotycznie niemal, jak wątek z jakiegoś snu, to pragnienie dotknięcia – fizycznego dotknięcia – punktu, po którym nie ma odwrotu. Po przekroczeniu którego zacznie dziać się nieuniknione, grawitacja wyciągnie swoje łapska i nie będę miał już na nic wpływu. Wyobrażałem go sobie przed sobą, poza krawędzią dachu, czasem na wyciągnięcie dłoni, i starałem się go zobaczyć …z drugiej strony, naprawdę z drugiej, jakbym przekraczał samego siebie, unosił się i przyglądał się sobie z lustra, zawieszonego w powietrzu pół metra dalej. Wychylałem się w tą jedenastopiętrową przepaść, z wyciągniętą szyją, by dotknąć nosem miejsca, w którym się kończę… Nie wiem jak często byłem blisko tego rzeczywistego punktu, gdzie straciłbym równowagę i by mnie zdmuchnęło w dół, kilka razy faktycznie się zachwiałem, wpatrując w ten wyimaginowany magnes, do którego mnie ciągnęło, poza którym już nic nie ma. Uwielbiałem tamto uczucie, którego nie umiem nazwać, mieszanka ciekawości i podniecenia zmielonego z adrenaliną, które prawie oślepiało i zatykało, gdy Blisko. Do tej pory je uwielbiam, nie wiem co takiego w nim jest, że tak ciągnie pod powierzchnię, przeszywa głęboko. Dziwne doświadczenie wciśniętego gazu w podłogę i pełnego spektrum barw, jakie w ogóle istnieją.
Czasem szukam tego u innych.

Mój krok dalej.

Przewrócona ósemka.

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
czarnaaniaMoAnonymous Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonymous
Gość
Anonymous

mieszkałam kiedyś na 10tym piętrze….. robiłam tak regularnie…. potem siadałam tak na kanapie ciśnienie tłukło o bębenki…… zajebiste uczucie… a dziś-mam dom za nisko…. za to często wciskam gaz do oporu…. no chyba ,że jadę z dziećmi….. w sumie nigdy nikomu tego nie mówiłam,,,,,. pisz,pisz i nigdy nie przestawaj… Aga

Mo
Gość
Mo

Polizać śmierć jak cukierek, dobry, ale jednak zostawić na później. Też lubię.

ania
Gość
ania

to kręci – dopóki nie uświadamiasz sobie, że są ludzie, istoty, którym byłoby źle bez ciebie. bardzo źle. i wtedy ujście adrenalinie dajesz pedałując rowerem ile fabryka dała – pod górkę, pod wiatr, na najwyższym biegu i…. na bezpiecznej ścieżce rowerowej. Bo wiesz, że ktoś na ciebie czeka. zerka na zegarek, patrzy w okno, tęskni….

czarna
Gość
czarna

Kurde, czytam i nie wierzę. Zawsze myślałam, że tylko ja to czuję. Tą ciekawość jak to jest gdy juz nic nie zależy ode mnie. To dziwne pragnienie, żeby się przekonać i jednoczesna obawa, że kiedyś w tym dążeniu posunę się o milimetr za daleko i nie bedzie odwrotu. Dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie to gryzie.