W natarciu

Ponieważ lubię w zupę warząchew wrazić i zobaczyć co wypłynie na wierzch, gdy zamieszam, to zdarza się, że troluję wieczory kawalerskie. Podczas jednej z takich imprez poznałem Daniela, któremu wyjawiłem swoje niecne hobby i tak mu się spodobało, że ostatnie kilka lotów koszących z nim zaliczyłem właśnie w omawianych dekoracjach. W skrócie wygląda to tak, że trzeba metodą na rekina-co-to-kroplę-krwi-w-wannie-wody-wyniucha wyczaić jakich rozmiarów impra się szykuje. Jak kameralnie to sprzęgło i wsteczny, bo cholera wie, czy się nie napatoczy góral, a ci są zawsze elektryczni i w efekcie gadamy o Karpielu Bułecce Synuś Curuś Gąsiennicy za pomocą ciupag. Zabawa się zaczyna, gdy któremuś ze świadków odpala się płytki afekt, i jedzie na grubo z pamięci telefonu niebawemmałżonka. Sprasza wszystkich, od sasa do lasa – ziomków z przedszkola, randomowych kolesi z byłych prac, takiegoSławka, co to się kiedyś porzygał na studniówce, aż mu makaron nosem, haha pamiętasz, kupca samochodu z giełdy w Słomczynie, bo silnik igła i wtryski nie padły, Grześka, bo on też na ślub swojego brata dzwonił, no i tego takiego, pamiętasz, takiego tego, no ten, taki ten taki, no to jego też koniecznie, bo mu mówiłem, że się Patryk żeni jak śmieci wynosił, to on też, i w ogóle wszyscy.

Etap pierwszy to początek wieczoru, potem leci samo, trzeba tylko na starcie wyczuć moment, gdy jest drętwo i gadki typu „że a ten Nawałka, to …” albo „ale mówiłem, żeby nie brać we frankach”. Wówczas wystarczy podejść do dwóch kolesi i jechać bez mrugnięcia, na pewniaka, że co u Agnieszki (zawsze jest jakaś Agnieszka), powiem ci, że nawet nie sądziłem, że ona się po tym ogarnie tak szybko, no a Krzysiek to w końcu kupił ten samochód, bo tak się zbierał i zbierał, pół internetu, heherozumiesz, poprzeszukał, a to felgi nie te, a to silnik za słaby, ten to ma jebany zacięcie, a i Magda się o ciebie pytała.
Nawet jak nie trafiasz w stu procentach i same rykoszety, to i tak ten po lewej myśli, że jesteś ziomkiem tego po prawej, a ten po prawej coś kojarzy, ale nigdy nie był w Murzasichlu i o szczegółach wolałby zapomnieć.

Po pierwszych kilku wtopach staliśmy się z Danielem kolekcjonerami takich wypadów, a po kilkunastu imprezach prawdziwymi artystami w dziedzinie wpierdalania się w oko cyklonu z pokerowymi twarzami. Ba, proceder rozhuśtaliśmy do takich rozmiarów, że parę razy mój przyjaciel robił za pana młodego, a raz się z rozpędu ożenił. Choć jak tak czasem gdzieś wpadnę na byłą już małżonkę Daniela, to sobie myślę, że on wtedy za mąż wyszedł, ale to temat na osobną historię.

Zatem w piątek, po dokonaniu zuchwałego abordażu na zawartość barku, któren onegdaj przytargałem z jakiegoś rejsu po Wisły meandrach, w stanie lekkiej nieważkości, wbiliśmy na pierwszy z brzegu wieczór kawalerski. Tym razem akcja rozwinęła się raczej dynamicznie, bo ni stąd ni z owąd znaleźliśmy się w jakimś limo i po chwili mieliśmy świecące rogi, gwizdki, szampana w plastikowych kielonkach i przez szyberdach śpiewaliśmy niecikowego „Lodołamacza”, co do cna eksploatowało moje poczucie obciachu, siary i paździerza, jednym słowem – zaczęło się zajebiście. Dalej już było tylko gorzej-czyli-lepiej, wódka się lała, koks migotał, lasery nakurwiały, po drodze napatoczyliśmy się na dwa panieńskie, więc zgubiłem koszulkę ale przytuliłem jakieś siano chuj wie za co, a potem odbijaliśmy jeńcow z jakiegoś kurwidołka pod Józefosławiem. W kręgielni jakaś rozegazaltowana laska była pod wrażeniem tego, co na karaoke śpiewałem, a to nie byłem ja tylko Budka Suflera, obstawiłem w chuj wisienek na automatach, oświadczył mi się transseksualny Radek i tak oto sobota niepostrzeżenie przedzierzgnęła się w niedzielę. Około czwartej odkopałem Daniela spod jakiegoś rozczochranego bałagana i powoli jąłem się przedzierać do wyjścia z lokalu na obrzeżach miasta, uprzednio zwołując wszystkich przez przenośny megafon, podpierdolony z limuzyny, bowiem nie zwykłem ewakuować się po angielsku, a chciałem uhonorować pożegnalnym toastem zdrowie pana młodego. Moje pytanie o domniemanego bohatera wieczoru wzbudziło lekką konsternację i w końcu takiOlo wyjaśnił po żołniersku, że są od dwóch dni w natarciu i dopiero po niego jadą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po wszystkim znalazłem na udzie dwie podwiązki. Mam nadzieję, że nie Radka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

???…za horyzontem cienka korona chmur
na karoserii różowieje kurz
otwierasz dach i w rękę łapiesz wiatr…???

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Anna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

Bym się Panu była oświadczyła, tu i teraz. Aczkolwiek wakat małżonka zajęty póki co. Gdyby jednak, nie daj swarożyC, wakat był się zwolnił, wtedy pędem przybędę.