Wielkanoc

Pesach znaczy przejście.
Z niewoli do wolności, z ciemnego w jasne, stamtąd-tu. Cicho w środku, cicho na zewnątrz, nie dmuchać, żeby nie spłoszyć, na palcach, szeptem, nie marszcząc brwi, z otwartą przyłbicą, w ogóle otwarcie, wejdź w swiatło świecy, żeby zatrzeć granicę między tobą a cieniem, jeszcze ciszej, zamierasz, martwiejesz, prawie nie oddychasz… Słyszysz wreszcie? To idź Tam, strefa zmartwychwstania, przełaź przez dziurę w płocie z twoich „wątpię” i „nie teraz”- odmartwiony czyli nie-martwy i niezmartwiony. Żywy.
On tu jest, zawsze był, tylko, że łatwo zakrzyczalny, bo Wielkanoc-is-sponsored-by-Tesco, i rzeżucha i makowiec i Kevinsamwdomu, trzeba znieczulić jakoś wyobraźnię, podłączyć pod promile czy innego specjalistę od nie-istnienia, ot, mentalny pavulon. Żeby przyjąć na klatę, naprawdę na klatę, głębiej nawet, wewnątrz, w ukryte w niej pulsujące i ważne, to trzeba Wszystko-na-jedną-kartę, bez próby wyważenia, policzenia, zbilansowania, na ryzyko, bez ludzkich zabezpieczeń, tylko z „ufam” w drżącym umyśle snującym swoją plątaninę.
Dlatego ważne, że cicho…

  • ania

    bo my wszyscy jacyś-tacy, hipokryci i luzacy…. cisza nas przeraża…

  • ablativus

    oszzzz ty, facet.
    tego się nie da komentować.
    to jakbyś popatrzył w oczy kogoś bliskiego, a potem w dal i w przestrzeń. przy kimś, z kim się rozumiesz.

    dziękuję za to wirtualne zbliżenie.