Wyłącznik

Ten moj kwadrat na Kwiatowej to jednak stan umysłu jest. Śpię sobie jak suseł na drzwiach od łazienki, bowiem łóżko właściwe wskutek nieporozumienia wysłałem do tapicera, kurwa, do Karpacza, w każdym razie śpię sobie spokojnie, bo noc głucha i w ogóle, gdy nagle, przed świtem, zaczął wyć alarm w aucie pod blokiem. Jeszcze żeby to był normalny alarm typu i-o i-o, to luz, ja mam szeroki margines w przyswajaniu decybeli, ale gdzie tam – jakiś orzeł uzbroił swój samochód we wrota piekieł, które napierdalały takimi dźwiękami, że budynek naprzeciwko odsunął się o metr, a w siedzibie NASA w Waszyngtonie zarejestrowano ruchy sejsmiczne. A że Grzelakowi z drugiego konkubentka powiła siódmego potomka i chłop ostatnio krótki lont ma, bo te jego gówniaki to jakieś takie kurwa rudawe, to się z balkonu wychylił i wziął zajebał plastikowym krzesłem w wyjca, żeby spokój był.

No ale nie trafił.

I do rana wyły dwa.