Zdrowe kształty

Popsułem się trochę, zatem dawaj do machera w kitlu, żeby mnie posklejał w środku na jakąś taśmę, bo ważne spotkanie w sprawie miałem. Macher jeńców nie zwykł brać, więc mnie sieknął antybiotykiem, coby wyrżnąć wnętrze chemią, do tego kazał dużo pić i się grzać i, jowialnie poklepując, siępożegnał. Piłem i się grzałem równe 4:48, bo sprawa nie cierpiąca zwłoki wymagała, żebym przynajmniej wyglądał wieczorem jakoś. Po załatwieniu tejże przyszedł czas na część nieoficjalną i tu wytrzymałem na posterunku tak ze dwadzieścia minut, po czym, odmeldowawszy się z wachty, jąłem wchłaniać przeróżne precjoza w płynie, które w głowie wicher czyniąc, świat pluszem wykładały. Dość powiedzieć, że stan bajkowy szybko przejął był władzę w moich nogach, co owocowało błyskotliwym emitowaniem bon motów w stylu „lepiej żonę mieć ze Zgierza niż w swym łóżku znaleźć jeża” oraz dość frywolnym stosunkiem do szybko pogarszającego się stanu garderoby. Po czterech godzinach, gdy już osiągnąłem stężenie kolczatki po lobotomii, podjąłem ważką decyzję w całkiem kruchej naonczas materii, jaką był powrót do domu celem dalszego realizowania dyspozycji lekarza. I o dziwo rzeczoną, po kilku podwójnych akslach, wprowadziłem w życie. Na miejscu oddałem się marzeniom o nowej głowie, przerywanym co jakiś czas zuchwałym abordażem na toaletę, która z każdą kolejną wizytą coraz mniej przypominała ubikację a coraz bardziej szalet miejski w Małkini.

Rano okazało się, że zżółkłem.

Normalnie zżółkłem. Białka oczu, skóra, wszystko. Żółte jak marker.
Czyli dzida do apteki, oczywiście kolejka w chuj, bo to jedyna apteka w Warszawie, ale co zrobisz, zająłem pozycję dla Chińczyków, kredki latają, broda się trzęsie i, żeby się nie rozlać, począłem studiować leki z wystawy. Rany, ile tego było! Na oczy, na pamięć, przeciwgrzybicze, na haluksy, na pogodę, na to, na tamto, z magnezem, na łupież, z emulgatorem, z wyciągiem, bez, lawenda, kompleks taki, kompleks śmaki, no jednym słowem łeb urywa. I w tym swoim autoamoku zauważyłem, że im nowszy lek, tzw. trzeciej generacji, tym bardziej pastylka przypomina kształtem organ, którego wspomaganiu ma służyć, lub ideę, jaką jej brak reprezentuje – jak leki nasercowe to pastylka w kształcie serduszka, jak na pamięć to małe znaki zapytania, jak na wątrobę to tabletki żółciuteńkie jak zakreślacz. No i ciekawość zwyciężyła – zamiast się ratować poprosiłem o trzeciej generacji lek na biegunkę.