Zimno

Jak zima to wiadomo – zimno. I wówczas człowiek ma motywację, żeby szukać ciepła, zejść z K2, odpowietrzyć kaloryfer czy utonąć w objęciach obiektu uczuć typu jowialny wujas na imieninach, robiący trzecią flaszkę żołądkowej gorzkiej, w trakcie której przypomina sobie, że krzestnym jest, więc masz tu, Adrian, stóweczkę na czekoladę. I na nic zdają się tłumaczenia, że wujek, ja mam 36 lat, nie jestem Adrian i jestem prezesem zarządu spółki skarbu państwa, stówka jest stówka młody, ja w twoim wieku to żem na budowie przęsła kładł, zimno było jak jasny chuj i żeśmy z twoim ojcem tak się porobili, że twoja matka nas z izby w samych gaciach odbierała, bo my morsowali w przeręblu i żeby się rozgrzać, tośmy takiego Pawła ze Strzegomia we dwóch ruchali, ojciec to się z nim potem nawet żenić chciał, ale matka twoja dużego fiata wtedy kupiła i jakoś się tak samo rozeszło.

Czyli jak wspomniałem zima, w sensie, że zimno jest trochę, bo od kiedy matka ojca szpadlem w łeb sieknęła za ten Strzegom, to nie ma kto po drewko do składziku chodzić, a ojciec kluczika do składziku nie da, bo mi znowu narzędzia pomieszata, a że opony się skończyli i nie ma czym huty w domu zrobić, to ruszyłem na skuśkę do sąsiada, żeby jaką żagiew na wieczór przytargać i tak się sytuacja jakoś niefortunnie rozwinęła, że wylądowałem w Rzeszowie z taką Moniką starszą od węgla, z którą mnie starzy onegdaj swatali, bo jej ojciec Bizona ma, to by w sierpniu na parę dni pożyczył. Monia w wieku mojej matki, zęby sobie razem pożyczały jak kapliczkę na majowe zdobiły, więc prądu między nami nie było, to się wzięła popiła na dworcu, no i te pożyczone zęby posiała i weź teraz człowieku wytłumacz w pekaesie, żeby poczekał parę minut, jak on ma w Zawichoście pakunek dla Przystupy odebrać, chyba ramę taką, ale to już by trzeba Przystupy zapytać. To chociaż zioło kupię, pomyślałem i traf chciał, że kiosek był obok, a w nim na kasie jakiś taki wyhuśtany w dredach i zadowolony czemuś, to pytam czy nie wie gdzie tu gandzię można ogarnąć, a ten mi na to, żebym sobie wybrał jakąś co na ladzie próbki leżą. Przytknęło mnie trochę, bo to jednak dziwne, że koleś w dworcowym kiosku bez obcinki trawą handluje, więc zapytałem czy tu, w Rzeszowie, można to sprzedawać? Pewnie, że można, odpowiedział, tylko policja nie może wiedzieć.