17:59

Każda erupcja twórczości widziana na żywo zasila ogniwa między uszami. Tym razem Fisz Emade Tworzywo i perspektywa wiosny, stanęly w jaskrawej opozycji do sytuacji geopolitycznej i rajdu za kreskę kurwyzkremla. Na chwilę zniknąłem, topiąc się w dźwiękach potomków Waglewskiego z ekipą.
Podróż zacząłem kilkadziesiąt minut wcześniej w palarni Palladium, gdzie wszedłem, żeby spokojnie wypalić lolka, którego sobie pracowicie skręciłem na przystanku przed Domami Centrum z moim jednorazowym ziomkiem bez nogi, który akurat w tamtych okolicach regularnie patroluje rewir w celu zasilenia trzosika miedzią i złotem. W palarni była tylko jedna dziewczyna w skórzanej ramonesce i glanach i kopciła cienkiego szluga.
– Jakby za mocno waliło ziołem, to daj znać – zagadałem pogodnie. – A jak ktoś wejdzie, to powiedz że to ja.
– Spoko – kiwnęła głową z półgębkowym uśmiechem.
– A ja powiem, że to ty – mruknąłem do siebie zaciągając się od końców kopyt po czubek wideł.
Po kilkunastu sekundach poczułem, że siadło. No to frr.
– W ciekawych czasach żyjemy, nie? – zagadałemdwa wśród dymu grzyw i piuropuszy, które wsączają się do duszy przez oczy-nos-i-uszy.
– Nooo… – wydmuchnęła chmurę potakująco.
– No-bo-zoacz – wydmuchnąłem się zwrotnie – po jednej stronie rzeczywistość trzeszczywrzeszczy, bo od dwóch lat, miesiąc w miesiąc, mamy jakiś kibel: najpierw kowid, który położył pokotem parę milionów ludzi, a teraz kacapy wymyśliły, że podpalą świat, bo się w tym swoim, kurwa, czerwonym skansenie nie mieszczą.
Wdech.
Żar.
Wydech.
– A z drugiej strony mamy ich, wszystkich, tutaj – wykonałem dłonią w powietrzu nieokreślony gest, wskazując na tłum przed wejściem i wewnątrz klubu. – Wielu z nich przyszło z tęsknoty za twórczością, wolnością, muzyką. To liniowa konsekwencja kierunku, w który wierzą i świata, którego pragną.
Skórzana kurtka zafalowała odsłaniając głęboki dekolt.
– Ja sądzę – odparła – że to dlatego, że jesteśmy w najwyższym punkcie cywilizacji i na to wszystko przez te iks lat zarobiliśmy ciężko pracując i nam się to wreszcie należy.
Dym. Dużo dymu.
– Naprawdę tak myślisz? – popatrzyłem jej w oczy.
Zaciągając się, pokiwała głową.
No to dym.
– A ja myślę, że mamy wszystko za darmo. Lub, relatywnie, małym, minimalnym kosztem. Ale generalnie za darmo. Muzykę mamy w zasięgu ręki, za frytę, wystarczy do kieszeni po telefon sięgnąć. Świat skurczył się do rozmiarów wyobraźni nawet tych, którzy rzadko z niej korzystają. Jeżeli tylko chcesz, możesz za pół roku wejść na Mount Everest razem z grupą chorwackich hydraulików i neurologów, nie wiem, z Nebraski. Od dowolnie wybranego dzieła sztuki jesteś o jedno kliknięcie w ekranik, co więcej – nawet w tej chwili, w czasie rzeczywistym, możemy oboje oglądać proces powstawania niezwykłych rzeczy, zjawisk, twórczości.
Do palarni wszedł wytatuowany brodacz z dziewczynką i elektronicznym papierosem.
– Mówiłem ci przecież, że tu będzie nadymione – ni to sarknął ni przeprosił córkę, która wyglądała jak Amelia z filmu Amelia. – Leć do mamy.
– Ja chcę z tobą! – Amelia z filmu Amelia była nieprzejednana.
– Echh… – westchnął – Dobrze, już dobrze, skarbie.
Tymczasem Ramoneska intensywnie patrzyła na mnie, mieląc zassane przed chwilą treści.
– Może masz rację – odpowiedziała w końcu. – Ale długo mi zajęło, by być tu, gdzie jestem i nie zamierzam mieć wyrzutów sumienia z powodu tego, że mam to co mam i urodziłam się tu gdzie się urodziłam.
– Nie rozumiemy się – pokręciłem głową. – Nie o poczucie winy chodzi. Wręcz przeciwnie – podstawą jest wdzięczność, zwyczajna wdzięczność. Tyle, że u jej zarania leży przekonanie, że nic do nas nie należy. Nic. Wszystko co masz, kim jesteś i jak wyglądasz, dostałaś za nic, bez żadnego twojego udziału. Kolor oczu, płeć, położenie geograficzne miejsca w którym się urodziłaś, smak, zapach, wzrok i całą resztę. No i w konsekwencji widok zachodu słońca, Yehudi Menuhina, rosę, ogień, wyobraźnię. Poczucie, że jesteśmy tego właścicielami, to sztuczka ego, które robi nas regularnie w chuja, snując swoje sny o potędze. Jesteśmy przecież wszyscy tacy unikalni dzięki swoim możliwościom. Hasztag swoim, hasztag własnym, kurwa – dokończyłem z przekąsem.
Właścicielka kurtki i glanów zafrasowała się była chyba, bo bezwiednie rozchylała poły i kusiła dekoltem. Albo to zioło mnie tak sponiewierało, że na długich jechałem. No i to pierdolnięcie w libido, bo cycki, wiadomo.
– A to co widzisz dookoła, to nie szczytowy moment cywilizacji – rzeczonymi cyckami zachęcon ciągnąłem po kolejnym machu – tylko jej końcówka.
– Końcówka?
– Nawet nie końcówki środek, ale jej ostatni etap. Nasza cywilizacja już upadła, teraz tylko czekamy, aż ostatecznie runie, to kwestia pięćdziesięciu, może stu lat. Tempo rozwoju przemysłowego i ekonomicznego osiągnęło prędkość ponaddźwiękową, a my na pełnej kurwie lecimy na spotkanie ze ścianą. Ona – wiesz, cywilizacja w sensie – jest jak zegar, wzrasta do 12, a potem opada do 6 i tak w kółko, wszak historia kołem się toczy, czyż nie? Dopóki większość była głodna, to miała motywację, by się z tego wyrwać, coś wymyślić, pragnąć czegoś, co zmieni ich status, poprawi znacząco jakość funkcjonowania. Rewolucja przemysłowa z osiemnastego wieku przyspieszyła ten proces tak dalece, że spadnięcie z rowerka stało się nieuchronne. Być może wtedy byliśmy „zapięćdwunasta”, teraz jesteśmy „zasekundęszósta”. A ponieważ i ty i ja nie mamy już wpływu na tę ponaddźwiękową inercję wskazówek, to najlepsze co możemy zrobić, to żyć z całych sił i cieszyć się tym koncertem – uśmiechnąłem się pogodnie.
– Chyba nie bardzo rozumiem – Ramoneska chyba nie bardzo rozumiała.
– To inaczej. Twoja babcia.
– Moja babcia?!
– No babcia, a kto? Bo twoja babcia zaczęła życie, jak największym osiągnięciem człowieka było radio, a w nim jeden program z trzema audycjami na krzyż. Przestawała powoli ogarniać, jak telewizor miał pilota i 30 kanałów, a już zupełnie wyjebało jej korki, gdy zobaczyła przenośnego tetrisa. Po drodze raz była w Bułgarii, dwa razy nad Balatonem i płakała na „Chabrach z poligonu” w Kołobrzegu. Ty tymczasem pamiętasz czasy, jak umawiałaś się przez stacjonarny na Patelni pod Rotundą, a kilka lat później zaczęłaś gadać do ręki umawiając się na spotkanie w Amsterdamie z poznanym w sieci Australijczykiem. Obecnie, nie wychodząc z domu, kupujesz sobie longboarda w Kalifornii, a samochód ładujesz w gniazdku. Teraz w ręku – wskazałem brodą na jej telefon – trzymasz technologię, która jest milion razy bardziej skomplikowana od tej, która pozwoliła człowiekowi wylądować na Księżycu. A nie masz jeszcze czterdziestu lat.
– W maju bedę miała – moja interlokutorka wyraźnie wychwytywała najważniejsze treści i destylowała z nich pełne miąższu wtrącenia.
– Było takie doświadczenie na szczurach, wielokrotnie replikowane – kontynuowałem, bowiem tehace osiadło mi już w każdym mitochondrium i dość skutecznie terroryzowało układ krwionośny. – Koleś nazywał się Calhoun i stworzył ośmiu szczurkom raj, to znaczy zapewniał im wszystko co chciały – pożywienie, wodę, opiekę medyczną, usunął wszystkie zagrażające drapieżniki, ogarnął materiały do budowy gniazd i w ogóle stworzył im idyllę. Myszki oszalały i rozhuśtały populację do iluśtamtysięcy, aż nastąpił moment szczytowy, po którym ilość osobników zaczęła systematycznie spadać. Początek procesu wyglądał tak, że stopniowo coraz więcej mysich lasek przejmowała cechy kolesi, a mysie ziomki coraz częściej upodobniały się do dziewczyn. Zanikał instynkt macierzyński i zainteresowanie kopulacją, myszy przestawały się interesować obroną terytorium i w zasadzie większość czasu spędzały na załatwianiu potrzeb fizjologicznych i czyszczeniu futerka. Po czterech latach ostatni szczurek wylogował się do koperty. To teraz otwórz instagrama albo tik-toka i powiedz mi, w którym momencie my jesteśmy?
Ramoneska chyba się we mnie zakochała albo miała wylew, w każdym razie w miętkie oberwała, bo gały jej stanęli jak zając w pryzmie i jeno uszami strzygła. Jąłem rozglądać się po ścianach w nadziei, że na którejś znajdę defibrylator, tak w razie czego, gdy usłyszałem, jak Amelia z filmu Amelia wskazuje na mnie i pyta brodacza:
– Tato, a dlaczego ten pan rozmawia z wieszakiem?