Krzywy czas

Zakrzywiłem sobie czas dreptając między pracą a domem z regularnością słupnieńskiego koguta, tego z zaburzeniami osobowości, który pieje jak opętany według sobie tylko znanych biologicznych imperatywów i zakrzywia obieg kurom, które nie wiedzieć czemu nie protestują, gdy pora leżakowania wyznaczona przez pstrokatopiórego kurdupla wypada o trzynastej. Mój T-line wygina na wszystkie możliwe strony asystematyczne dreptanie, nie wiem, może to o ilość kroków chodzi. Zmieniam trasy by zmylić organy, przyzwyczajone do statyczności, ale one buntują się niemo i pompują w żyły sobie tylko znany koktajl hormonalno-neuroprzekaźnikowy. No i potem wymyślam scenariusze „pod wpływem”, nasączone absurdem, te, których kształt tak bardzo pasuje do rzeczywistości tworzonej przez Dalego i jego pokrzywione zegarki. Lubię tak leżeć na murku na dole, z nogami nad głową, w towarzystwie Lucka łapiącego swoje motyle i grzebać w surrealistycznej rzeczywistości produkowanej przez skąpany w swojej mieszance mózg.
-kleisz?