Prawy ctrl

Nigdy się nie nauczę. Nigdy. Znowu zaprzyjaźniłem swój krwiobieg z jakimś-kurwa-specjalistą-od-wyginania-rzeczywistości. No i się zepsułem.
A teraz jestem bezużyteczny jak prawy CTRL. Przed chwilą, na klatce schodowej, powiedziałem Irkowi Bieleninikowi, żeby spierdalał z tym Fairy, ale to chyba nie był on, tylko łysy sąsiad szedł olej w swojej Octavii wymienić. Powoli w moim bloku przestaję być gwiazdą socjogramu i przechodzę na ciemną stronę. Trochę słabo, bo staruszki łykały jak pelikany „historię na wnuczka” i jakoś reperowałem budżet. A teraz ktoś musi mnie zastrzelić, zawinąć w dywan i wyrzucić na poboczu tak, żeby wyglądało na wypadek.
***
Trudno, będę żył z ustawiania kręgli, no bo gdzie oni znajdą drugiego faceta z czterema kciukami w kształcie wylotówki na Sochaczew, który żywi się klejem do tapet?