Punkty styczne

No dobra, może to ja mam magnes przyciągający postacie animowane, ale może to chodzi o to, że tylko ja je widzę. Jak hologram – wystarczy zmienić pozycję, by wygiąć panoramę.
Wbiłem wczoraj na imprezę do domu znajomychznajomych, ale ponieważ w mój świat wsączyły się ostatnio powierzchnie tnące, to zaszyłem się w kącie z grupą wyimaginowanych przyjaciół. Czasem jest ich dwóch a czasem dwa tysiące, a ja uwielbiam sposób w jaki deformują dźwięki i wyostrzają obraz. Zazwyczaj jest to początek gonitwy za wspólnym mianownikiem, co innego słyszę, co innego widzę, czas sobie cieknie, a ja łagodnieję i przestaję mieć skurcze, gdy chłeptam rzeczywistość.
Chwilę przed północą pojawiła się kolejna grupa imprezowiczów a wraz z nimi koleś, który mi się od razu spodobał, bo generalnie był raczej wylogowany i mało emisyjny, co idealnie wpisywało się w znajomość z moimi dwomatysiącami nieistniejących przyjaciół-o-konsystencji-iskier.
Obserwowałem go przez cały wieczór/noc/wczesnyranek i dam sobie rękę odciąć, że koleś nie odezwał się do nikogo ani słowem. Rano zjadł pieczołowicie polepione ze wszystkiego kanapki, wypił kawę z trzech łyżeczek i siedział gapiąc się w telewizor. Okazało się, że nie znał nikogo i przyszedł na imprezę za ludźmi, którzy wyszli z metra.

I teraz nie wiem, czy ten koleś istniał, czy to byłem ja.