To nie my

Czasem siadasz naprzeciwko i już siadając wiesz, że to interview a nie rozmowa. Ostrzeliwanie okopanych pozycji, taplanie się w sztampie, w kółko i w kółko, przerabiane po tysiąc razy, ot, kolejne trofeum, autoprezentacyjny wieniec, „biją brawo, więc jestem”, to nic, że piach w trybach i nic-o-tobie-nie-wiem, ważne, że CTRL+ C/ CTRL+ V działa płynnie, bez sprzęgła, iluzja jest taka ..hmm.. plastyczna. Grzechocze w  głowie plan, to on najważniejszy, zza niego nic nie wygląda, bo i po co, skoro jedziesz po szynach, a odpowiedź słyszysz zanim zadasz pytanie. Wygrawerowana nie-rzeczywistość.
Lubię inaczej.
Gdy siadając wiem, że ciągnie mnie tam, gdzie ona jest, że ją ciągnie do mnie, że oboje chcemy się spotkać. Że dobrze nam razem, nie dlatego, że w tle majaczy lot na nią, tylko człowiek siedzi, piękny w tym, co z niego wylatuje, dźwiękiem jest, kolorem, sobą jest najpierw. Tego nie da się zadeklarować, to jedyne takie nasze miejsce w sobie nawzajem i albo się znajdziemy albo toniemy w plastiku. To nie my.
– łapiesz to, prawda? Klucz.