Poczekalnia

Czekam w szpitalu na termin. Grzecznie w poczekalni czekam. Lekko obsrany, bo brzuch porwałem i teraz zacerować trzeba, lepiej szybciej niż później, bo sezon ucieka a kopać się chce.
Mój magik od łatania ma wąsy, ale z moją prozopagnozją ta jego twarz to taka raczej nie do zapamiętania, więc co jakiś kolo w kitlu przemyka, to wpatruję się w niego tyleż intensywnie co przyjaźnie, po pierwsze w poszukiwaniu wąsów, a po drugie, że niby paniedoktorzejaktam, coby mnie przyjął i powiedział co i jak i że może się uda jakoś wcześniej czy coś. W końcu ściągnąłem wzrokiem galopującego wąsatka, który rezolutnie rzucił „No chodź pan, chodź pan, kroimy, hehe, kroimy, co?”. Zaimponował mnie w chuj, bo jakoś tak fachowo spojrzał, o nic nie musiał pytać, jedno spojrzenie starczyło i już wiedział – nie ma lipy, tego na studiach nie nauczą, rentgena w oczach wyhodował, jebany, jak Clark Kent. Ekstraklasa. Przygnieciony geniuszem wąsatego interlokutora zdołałem tylko nieśmiało wyemitować, szeptem takim, że chyba cerujemy chyba, co ten radośnie potwierdził, że ” no i cerujemy, pewnie, że cerujemy, a jak, hehe, chodź pan” więc pokornie podreptałem za nim.
Konkretny gość, polubiłem go natychmiast – ciachciach, od razu do rzeczy, działamy a nie jakieś pierdupierdu, papiery, srery, biurokracja – człowiek się liczy, zdrowie najsampierw do chuja!
Wbiliśmy na oddział, on jak burza, ja tuż za nim, hehe, tego śmego, no chodź pan chodź pan, coś pan taki wystraszony, hehe i już byliśmy w gabinecie.
– Dzień dobry – przywitała nas biuściasta pielęgniarka pogodnie, acz lekko niepewnie i jęła mnie świdrować wzrokiem. Zaraz zacznę świecić od tych rentgenów, pomyślałem najpierw, po czym mój umysł wypełnił się cyckami.
– Panie doktorze – właścicielka biustu nie odrywała ode mnie wzroku.
– Tak, pani Aniu? – mój wąsaty geniusz podniósł brwi z zainteresowaniem.
– To nie ten.