Urodziny

Nigdy nie sądziłem, że będę sklejał literki ze sobą. Facetka od polskiego w szkole twierdziła, że to sukces, jeśli za parę lat będę umiał się podpisać. Robiłem za przygłupa, słabo mi się w domu działo, jedyna grupa, w której nikt o nic nie pytał, to ekipa outsiderów z okolicznych pogorzelisk. Rzecz w tym, że oni nie zadawali pytań o nic, więc po jakimś czasie wektory nam się rozjechały w pizdu. Następna nauczycielka, po zmianie szkoły, za wszelką cenę starała się mnie uwalić, bo ona „już naprawdę nie wie skąd biorę swoje aranżacje lektur oplecione w nieistniejące wyrazy” i przyczepiała się o wszystko – źle postawioną kropkę, kreskę czy o historię zadziwiająco podobnej do niej prostytutki w „Kamieniach na szaniec”. Potem nie pamiętam chronologii, ale jakaś kolejna urządzała sobie, kurwa, igrzyska czyli publiczny lincz na pomysłach, jakie rzeźbiłem na bieżąco, bo byłem tak wypełniony kradzionymi dorotkami, że ledwo ogarniałem co prawdziwe, a co raczejpluszowe.

Potem narozrabiałem. Trochę na grubo. Sieknęło mnie po jednej takiej, mocno byłem w nią wkręcony, zależało mi i się wywaliłem. To zadziwiające jak człowiek może się dokumentnie rozpierdolić w pół roku. Gdy już o mnie pytali, to byłem jedną nogą po drugiej stronie mostku, a drugą na skórce od banana, naprawdę mało brakowało. Ci, którzy pytali mieli kopyta za paskiem i szpadle w dłoniach oraz bardzo dbali o kondycję fizyczną za pomocą sterydów. Mieli japy jak pizza.

No więc uciekłem. Akurat ucieczki nie zaplanowałem zbyt dobrze, bo byłem w bardzo lotnym stanie, ostro nafurany.

No i na zejściu obudziłem się w autobusie.
Autokarze takim.
Z klimą i kiblem.
W Madrycie.
Razem z wycieczką-pielgrzymką. Ja rzygałem i miałem trzęsawkę łamaną na paranoję na końcu autobusu, a oni śpiewali alleluja, klaskali i w ogóle.
Okazało się, że uciekłem bez niczego – bez pieniędzy, ubrań, bez niczego. Kurwa, nawet szczoteczki do zębów nie miałem.
Ktoś mi pożyczył 10€ i na jakiejś stacji benzynowej kupiłem sobie wodę i … pół tony żółtych przyklejanych karteczek. Bo byłem na zejściu, bo się bałem jak nie wiem, bo miałem paranoję i musiałem napisać testament czy coś.
No i na trasie z Madrytu do Compostelli zacząłem wszystko zapisywać i przyklejać na szybę z tyłu. Jedna mała karteczka za drugą. Pod koniec podróży to już cały tył byl zajebany na żółto, pisałem i pisałem, ręka sama niosła. Po drodze wsiadł mi agresor, więc darłem się, że ich pozabijam, potem wyłem, jak to na zejściu i w ogóle bagdad, nie wiem jak oni mnie znieśli. Święci byli, może to dlatego.

Do Polski wróciłem z reklamówką karteczek. I tak się zaczęło.

***

Pięć lat temu najstarsze polskie czasopismo literackie, #miesięcznikTwórczość, odpowiednik Kaplicy Sykstyńskiej dla tych co piórem, opublikował moje opowiadania.

***

A Dziś jest dla mnie Ważne, bowiem
22 maja 2023
są moje p i e r w s z e urodziny.