(C)Hamas

W metrze, z tłumem nad głową, w drodze do pracy. Krótko, bo na następnej stacji wysiadam.

***

Odwróciłem głowę, bo majtanie nią w te i we w te, w połączeniu z  próbami  skupienia wzroku na burzy rudych loków interlokutorki, groziło skręceniem karku. Więc ona szyła swoją historię, a ja dbałem o kark. Opowieść zahaczała o meandry życia intymnego posiadaczki rudej burzy i nie miała szczególnie precyzyjnego kierunku. Że pogoda, że doktorat, że muzyka, że Barcelona, że korale, że kurykaczkidrób i w ogóle groch z kapustą i zasmażka i grzanki. Ot, spotkanie kumpli, którzy się lubią, po długiej przerwie. Dużo śmiechu, sporo słońca, czasem niezdarnie, a momentami w punkt.

Z poprzedniego spotkania, przed wiekami, pamiętałem historię prześladowania Rudolokiej  przez koleżankę z pracy. Oważ, marki Wiktoria, była uosobieniem bydlaka, wykorzystującego zawodowe zależności do cna, który makiawelicznie snuł swoją sieć intryg, w celu utopienia wszystkich współpracowników w szlamie własnej nienawiści do wszystkiego, co się jakkolwiek wyróżnia. Wiktoria pozbawiona przy tym była elementarnego wyposażenia w czujniki, które uporczywie alarmują za każdym razem, gdy zostanie przekroczona granica. Fiodor Karamazow w czystej postaci, im bardziej unurzany w podłości, tym większa pomysłowość i tupet przy wymyślaniu trującego gówna, z którego można lepić podwaliny swojej potęgi.
I jakoś tak, nie wiedzieć czemu, toksyczna koleżanka Płomiennowłosej przemknęła mi przez myśl, a ja odruchowo zapytałem o to, jak się zakończyła mobbingowa historia. Odpowiedź rozśmieszyła mnie do łez: „Wiktoria pojechała na urlop do Izarela, Hamas spuścił na nią bombę, ma PTSD, jest na silnych lekach, chamstwo minęło jak ręką odjął”.

Myślę, że lata studiów psychologicznych to nie była przemyślana inwestycja.
Powinienem zapisać się do Hamasu.
Rekrutują wybitnych  psychologów.
Praktyków.

***

Czasem wystarczy pierdolnąć bombą.