Tym razem o miłości. Po wypluciu landrynki. Prawdziwej takiej.
Poszliśmy z Jędrkiem na bulwary-wiślane-w-budowie żeby wyzerować jakiegoś browarka i wytrzepać duszę z paprochów. Pierwsza w nocy ale blisko jędrkowego domu, więc w razie czego to pięć minut i już.
– Wszystko, kurwa, źle – wypadło z Jędrka po pierwszym łyku. – Kwaśne źle, słodkie źle, burdel w domu, przemeblowania, srania, już nie mam siły, nie mam siły, psiamać.
– Kiedy macie termin? – zawęziłem wątek
– Na za dwa tygodnie – odpowiedział między beknięciami. – Nawet to piwo mi nie wchodzi, gazowane takie jakieś takie – dowybekał smutno.
Nie wiedziałem co powiedzieć, więc jebnąłem piwo na raz, na hejnał. Faktycznie gazowane.
– Bokami robię, ogolić się zapominam. – podjął po chwili – Jakaś baba na dziale obsługi klienta powiedziała, że z Rumcajsem to ona nie będzie rozmawiała, zawołała szefa i o tej mojej brodzie gadali z pół godziny. Kupić samochód przyszła i o czyjejś brodzie gada, łapiesz?! Naprane do gara… – dokończył gorzkawo.
– A na szkole rodzenia byłeś? – zapytałem.
– Raz byłem. Musiałem przewijać jakąś laleczkę.
– Co musiałeś??
– Myłem dupę lalce. – wyjaśnił prosto. – Plastikowemu człowieczkowi takiemu. Też źle. Ręce źle układam czy nóżki. I ta prowadząca mnie opierdoliła, że tak się nie da. A przecież jak się mały urodzi to przecież się będzie wyrywał, nie? To co mu powiem? Nie wyrywaj się, na szkoleniach byłem? No i Anka powiedziała, żebym tam więcej nie przychodził, bo w końcu z tych nerwów to zepsułem tę lalkę w pizdu, noga się oderwała czy coś.
Pokiwałem głową. Rzeczywiście, dziecko może nie zajarzyć, że mu noga odpadła.
– No i co teraz? – wyskoczyłem ni stąd ni z owąd błyskotliwie.
– Nic, po ogórki idę, kiszone czy małosolne. – jednym łykiem opróżnił butelkę. – Kupię i takie i takie. Też źle, kurwa…
– Dla Anki? – wydedukowałem. Brawo, Watsonie.
– No a dla kogo? Kocham ją przecież. Przejebane…

Na razie wszystkie szorty przeczytałem, o żesz mać, starczy. Pokażę tylko paru ludziom, takim którzy zrozumieją. Pokażę, osobiście, nie że udostępnię na jakiejś ścianie jednym kliknięciem, bo to zasługuje na lepsze traktowanie. Albo nawet przeczytam na głos. Chłopie, trzymaj się.
Marek Hłasko lajkowałby:p
Dzięki, igr.
Czuj się jak u siebie ;)
przecudny tekst o miłości :)
zresztą pozostałe wchłonięte przeze mnie równie wyborne są :D
ale dawkuję sobie tą nieoczekiwaną przyjemność…
ach! pozwoliłam sobie napomknąć znajomym o tym miejscu ;)
pozdrawiam serdecznie i czekam na papierową wersję, bo ja już stara kobieta jestem i swoje przyzwyczajenia mam :v
Dziękuję pogodnie/sążniście
dołączam w zachwytach – rewelacyjnie pisane – i jak miło poczytać „własne” myśli :) pozdrawiam i nie omieszkam chwalić dalej :)
Utonęłam… Miło jest w tym upale choć na chwile zatonąć… Przynajmniej we własnych myślach. Niecodzienność jakaś, w całej stercie blogowatego szitu da się znaleźć coś na czym warto oko zawiesić na chwile… Na dłużą chwilę. Taki blogodetox. Dziękuję i proszę o więcej.
trza trochę bardziej facetów doceniać – póki jeszcze im się chce kochać :-)
„Utonęłam” w tym blogu. Oderwać się nie mogę. Już zaraziłam twoimi myślami znajomą….. teraz toniemy tutaj obie.
Gdyby był trzeźwy